W latach trzydziestych ubiegłego wieku, w angielskiej kopalni węgla kamiennego wydarzył się tragiczny wypadek, w wyniku którego czterech górników straciło życie. Rodziny ofiar oskarżyły dyrektora kopalni o zaniedbanie obowiązków służbowych i zlekceważenie niebezpieczeństwa, zagrażającego życiu ludzi pracujących pod ziemią. Dyrektor został postawiony przed sądem, jednak ława przysięgłych uniewinniła go z braku przekonywających dowodów winy. Dopiero późniejsze prywatne śledztwo pewnego upartego detektywa spowodowało, że dyrektorowi kopalni można było udowodnić, iż zdawał sobie sprawę z zagrożenia, a mimo to niczego nie zrobił, aby uchronić ludzkie życie.
Po odstrzale na przodku zawalił się kopalniany chodnik, odcinając drogę ucieczki pracującym tam górnikom. Czterech ludzi z pewnością mogłoby uratować się z pułapki, gdyż pomoc nadeszła już po godzinie, gdyby nie trująca mieszanina gazów – tlenku węgla i dwutlenku węgla, która niestety spowodowała ich śmierć.


Podczas rozprawy przed sądem dyrektor Prachett zeznał, że ostatniego wieczoru przed wypadkiem osobiście kontrolował pechowy chodnik, przebywając pod ziemią ponad dwie godziny, i nie stwierdził obecności żadnego niebezpiecznego gazu. – Gdyby był tam wówczas tlenek węgla – argumentował – ja również musiałbym ulec zatruciu, a wyjechałem na powierzchnię cały i zdrowy! – Tłumaczenie dyrektora kopalni nie wszystkich przekonało...



DLACZEGO DYREKTOR USZEDŁ Z ŻYCIEM
A PIES ZDECHŁ?
(rozwiązanie w numerze)
A PIES ZDECHŁ?
(rozwiązanie w numerze)


