OD REDAKCJI
NIEKIEDY I HOLMES BYWA BEZRADNY
Zabójstwo Katarzyny Z., studentki religioznawstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie w listopadzie 1998 roku, to precedens na skalę światową (sprawę przedstawiliśmy w „Detektywie” Nr 1/2008). Do tej pory w literaturze fachowej nie opisano zbrodni, w wyniku której zabójca najpierw rozkawałkował, a potem oskórował ciało ofiary, perfekcyjnie zdejmując z tułowia zewnętrzną powłokę skóry. – Wypreparowana skóra miała służyć jako kamizelka, za pomocą której zabójca chciał wejść w tożsamość ofiary – stwierdził kilka miesięcy później jeden z biegłych psychologów. – Zupełnie jak w „Milczeniu owiec”. Nie można wykluczyć, że zabójcę zainspirował ten właśnie film… czytaj więcej...>>>
PYTANIA BEZ ODPOWIEDZI
MORDERCZA ZAGADKA
Popołudniem 7 października 2004 roku bosman kapitanatu Portu Ustka powiadomił telefonicznie miejscową policję, że kilkadziesiąt metrów od brzegu, tuż przy tzw. główkach, które wyznaczają wejście do portu, znaleziono ludzkie zwłoki. Wzburzone morze wyrzuciło na umocnienia falochronu dziwnie wyglądający worek. Spostrzegł go jeden z wędkarzy, a zaintrygowany niecodziennym rozmiarem znaleziska, zaalarmował o tym władze portowe.
ŚLEDZTWO NA ROZDROŻU
BEZ MOTYWU
W poszukiwaniu motywów kierujących sprawcą, lub sprawcami zabójstwa tych dwojga starszych ludzi dodać należy także hipotezę dotyczącą działania seryjnego, maniakalnego zabójcy. Ani w najbliższej okolicy, ani na terenie kraju w ciągu poprzednich, czy następnych lat nie zdarzyło się zabójstwo, które ze względu na swoją specyfikę, czy np. użyte narzędzie zbrodni, można byłoby w jakikolwiek sposób połączyć ze zdarzeniem, które rozegrało się 30 marca 2004 roku w pobliżu trasy nr 62 Warszawa-Płock na wysokości miejscowości Brody Duże.
HORROR JEDENASTOLATKI
POTWORZE, W KOŃCU CIĘ ZŁAPIĄ!
Ewa była śliczna. Liczyła dopiero jedenaście wiosen, ale wyglądała na starszą. Właśnie miała wyjechać pierwszy raz w życiu nad morze. Nie mogła się doczekać zbierania muszli i widoku spienionych fal. Walizkę spakowała kilka dni wcześniej. W dniu, w którym zaginęła, uprosiła matkę, aby ta puściła ją do niewielkiej stadniny. Chciała pojeździć na kucyku. Już nie wróciła do domu. Trzy tygodnie później przypadkowy turysta znalazł ciało dziewczynki ukryte na łące niedaleko zalewu na południu Polski. czytaj więcej...>>
FATALNY PECH
PRZYPADKOWA OFIARA
Głównym bohaterem tej historii jest pech. O braku szczęścia może mówić policja, bo nie schwytała ani nawet nie ustaliła sprawców zbrodni. Mężczyzna, który padł ofiarą zabójstwa, zginął tylko dlatego, że przypadkowo znalazł się w nieodpowiednim dla siebie miejscu i czasie. Pecha mieli również zabójcy: dopadli nie tego, na którym im zależało, a ponadto najprawdopodobniej wcale nie chcieli delikwenta zabić, a jedynie dać mu bolesną nauczkę.
TRZY WERSJE
KRYPTONIM "NAROŻNIK"
Turyści wędrujący malowniczym, górskim szlakiem z Dusznik-Zdroju do Karłowa w pewnym momencie mijają przy ścieżce dwa metalowe krzyże połączone łańcuszkiem. To niecodzienny widok. Jeszcze bardziej zadziwia napis na metalowej tabliczce: „Byli młodzi, wrażliwi, pełni radości życia. Zginęli od kul zabójcy w górach, które tak ukochali”. W tym miejscu latem 1997 roku doszło do brutalnego zabójstwa dwójki studentów Akademii Rolniczej z Wrocławia.
SKANDALICZNE ŚLEDZTWO
ZBRODNIA POD WETTINGEN
Ruth Steinmann tego dnia szła jak zwykle do szkoły. Nie dotarła ani tam, ani nie wróciła do domu. Szwajcarskie miasteczko Würenlos zamarło, kiedy okazało się, że 12-letnią dziewczynkę uprowadzono i w okrutny sposób zamordowano. Znaleziono ją w lesie. Na prawej piersi miała ślady ugryzienia, które niewątpliwie były dziełem człowieka.
NAKAZ "OMERTY"
PORACHUNKI
Mogłoby się wydawać, że zorganizowane grupy przestępcze dzielące między sobą strefy wpływów, czy bezwzględne zabójstwa z użyciem broni palnej, a także akty zemsty i rywalizacja między bossami gangów, to raczej zdarzenia rodem z Ameryki. Tymczasem takie zdarzenia często mają miejsce w polskich miastach średniej wielkości, bo także tam odbywa się rywalizacja grup przestępczych.
CHICHOT ZZA GROBU
SKARB
Kamienicę, w której po wojnie zamieszkał mecenas Janusz Pietrykiewicz, wówczas jeszcze kawaler, już wtedy otaczała zła sława. Podobno straszyło w niej od czasu, jak tuż po zakończeniu wojny w jednym z mieszkań pewien oficer zastrzelił kolejno niewierną żonę, jej kochanka i siebie. Mecenas Pietrykiewicz nic sobie jednak z duchów nie robił. Zajął najładniejsze mieszkanie na piętrze, a na parterze otworzył kancelarię, która, jako jedyna w miasteczku, szybko zyskała sobie klientów.
OBRAZY JAK KAMFORA
REKORDOWA KRADZIEŻ
W wielu miastach Stanów Zjednoczonych dzień 18 marca obchodzony jest bardzo uroczyście. Trudno się dziwić, wszak na ten dzień przypada uroczystość św. Patryka, patrona Irlandczyków, a to oni przecież współtworzyli historię tego kraju. W Bostonie obchody tego święta są chyba najbardziej podniosłe. Flagi Irlandii powiewają nad wszystkimi placami i nad każdą główną ulicą miasta, witryny sklepowe dekorowane są na zielono, a instytucje kulturalne zawsze starają się umieścić w swej ofercie coś „irlandzkiego”. Mało jest w mieście osób, które byłyby skłonne demonstracyjnie ignorować lub zakłócać obchody, a mimo to 18 marca 1990 roku doszło w Bostonie do zdarzenia, które zmąciło wesoły nastrój tych uroczystości.
NIEPRAWDOPODOBNE - A JEDNAK PRAWDZIWE
PRZYPADEK DOROTHY JONES
Zanim dosięgła ją śmierć w płomieniach, kobieta była w pełni sił fizycznych. Powinna walczyć o życie i uciec z pożaru. Paliło się przecież tylko łóżko i dwa stojące obok sprzęty. Ludzie potrafią wydostać się z płonących domów, nawet gdy walą się ściany i sufity. Więc dlaczego Dorothy Jones nie uciekła?
Ponadto w numerze:
ZAGADKA KRYMINALNA - ULICZKA NA PERYFERIACH
ROZRYWKA Z TEMIDĄ - Z KRAJU I ZE ŚWIATA
Ilustracje: Jacek Rupiński


