W pułapce
Osiemnastolatka Angelika K. i o dwa lata starszy Hubert G. poznali się w klubie nocnym w Olsztynie. Po imprezie zapragnęli pójść jeszcze gdzieś razem, aby spędzić czas bardziej intymnie. Brakowało im pieniędzy na hotel, a w domach byli przecież rodzice. Padał śnieg, było zimno. Chłopak wpadł na pomysł, żeby schronić się w starej kotłowni przerobionej na węzeł cieplny. Jedyna droga do kotłowni prowadziła przez komin, który – czego młodzi nie wiedzieli – był pełen sadzy i zwężony na dole. Weszli po drabinie do drzwi kominowego szybu, wskoczyli do pomieszczenia i od razu utknęli w czarnej, brudnej pułapce. Mieli szczęście – wołanie o pomoc usłyszał ochroniarz z pobliskiego parkingu. Wezwał strażaków i policję. Po przeprowadzonej akcji ratunkowej niedoszli kochankowie, choć bardzo brudni, byli wolni.
Pechowy włamywacz
Pewien 39-latek z Sokołowa, w listopadowy piątek przyjechał w odwiedziny do swojego kolegi. Pili alkohol i bawili się świetnie. Gdy zrobiło się bardzo późno, kolega zaproponował mu nocleg. Tyle, że nie u siebie, ale... w stojącym nieopodal domu. Wiedział, że mieszkająca tam starsza kobieta przebywa w szpitalu. Mężczyzna postanowił skorzystać z okazji. Łomem wyważył okno w podpiwniczeniu i wśliznął się do środka. Aby dostać się do pomieszczeń mieszkalnych, musiał wejść po drabinie. Obluzowany szczebel wyłamał się pod ciężarem włamywacza. Mężczyzna spadł. Jednak jakoś na kolanach wdrapał się z powrotem na drabinę i z trudem dostał się do mieszkania. Tam dopiero zorientował się, że nie może chodzić. Doczołgał się do łóżka, gdzie przespał do rana. Następnego dnia czuł ogromny ból w nodze. Ledwo poruszając się, sprawdził wszystkie szafki kuchenne, ale w mieszkaniu nie było jedzenia. Drzwi do domu zamknięto na kłódkę z zewnętrznej strony. Włamywacz został więc uwięziony! Miał jednak szczęście – sąsiadka zauważyła, że w kuchni nieobecnej lokatorki świeci się światło. Wezwała policjantów, którzy znaleźli wygłodniałego i obolałego mężczyznę. Był uwięziony przez dwa dni. Ucieszył się na widok funkcjonariuszy. W szpitalu okazało się, że noga jest zwichnięta w stawie skokowym i złamana jest kostka boczna. Mężczyzna pozostał w szpitalu. Kiedy wyzdrowieje, stanie przed sądem.
Oszust kolejowy
Do komisariatu kolejowego w Poznaniu zaczęli zgłaszać się pasażerowie pociągów dalekobieżnych Intercity z informacją, że jakiś młody mężczyzna zaczepia ich i prosi o zwrot wykorzystanych biletów. Wydawało się im to dziwne i podejrzane. Policjanci zaczęli zatem bacznie przyglądać się zachowaniu osób na dworcu. Najbardziej pomocnym okazało się nagranie z monitoringu. Oszustem okazał się 32-letni Adam H., mieszkaniec Stargardu Szczecińskiego, który w styczniu 2008 roku opuścił zakład karny po odbyciu 7 lat kary. Wówczas skazano go za fałszerstwa i oszustwa. Mężczyzna został zatrzymany na dworcu PKP Poznań Główny. Policjanci ustalili, że 32-latek zbierał od pasażerów bilety i przystawiał na nich fałszywą pieczątkę kierownika pociągu, potwierdzając tym samym niewykorzystanie go w podróży. Następnie z tak spreparowanym biletem zgłaszał się do kasy po zwrot gotówki. Śledczy ustalili, że w ten sam sposób Adam H. zdobywał pieniądze w Katowicach, Szczecinie, Lęborku i we Wrocławiu. Decyzją sądu mężczyzna został aresztowany na trzy miesiące. Za oszustwa grozi mu kara do 8 lat więzienia. (www.policja.pl)
Rakiety na półce
Pod koniec października 2008 roku, policjanci z Komendy Stołecznej Policji monitorując ogłoszenia w internecie natrafili na ofertę sprzedaży układu sterowania i naprowadzania rakiety ziemiapowietrze. W ogłoszeniu były również zdjęcia osłony tytanowej oraz elektroniki wewnątrz. Sprzedaż tego typu technologii bez wymaganej koncesji jest niezgodna z prawem. Funkcjonariusze ustalili, że ogłoszenie zamieścił mieszkaniec Warszawy, znany kolekcjoner, właściciel jednej ze stołecznych galerii sztuki. Na co dzień sprzedaje srebra, meble i obrazy. Gdy policjanci weszli do galerii, oferowany układ sterowania i naprowadzenia rakiety leżał na półce. 57-letni Jacek K. bagatelizował sprawę. Zapewniał policjantów, że to, co chciał sprzedać, wcale nie jest niebezpieczne i z pewnością nie jest niezgodne z prawem. Twierdził, że wszystko nabył od jakiegoś znanego warszawskiego kolekcjonera za 200 złotych. Dla policjantów ważne jednak jest, aby dowiedzieć się, kto i kiedy rozmontował rakietę. Muszą też ustalić, gdzie jest urządzenie napędzające i materiał wybuchowy do rakiety. Układ zabezpieczono i przekazano do dalszych badań w Wojskowym Instytucie Technicznym Uzbrojenia. (www.policja.pl)
Kawa z wkładką
Dyżurny Komisariatu Policji w Chojnie został poinformowany o tym, że w szkole jeden z uczniów, wykorzystując chwilę nieuwagi nauczyciela, dosypał mu do filiżanki z kawą nieznaną substancję. Po jej spożyciu mężczyzna miał zawroty głowy, zaburzenia mowy oraz gwałtownie wzrosło mu ciśnienie. Nauczyciela przewieziono karetką pogotowia do szpitala w Szczecinie. Policjanci ustalili, że osobą, która dosypała środek do kawy był 17-letni uczeń szkoły, Alan W. Po przeszukaniu miejsca zamieszkania młodego człowieka, policjanci zabezpieczyli ponad 4 gramy suszu roślinnego (wstępne badanie wykazało, że jest to marihuana) oraz 63 ziarna konopi indyjskiej. Alana W. zatrzymano w KP Chojna. 17-latek przyznał się, że substancją, którą dosypał nauczycielowi do kawy były dwie rozdrobnione tabletki psychotropowe. Jak się okazało, pomagał mu w tym 18-letni Mirosław K. On również został zatrzymany. Obu uczniom za narażenie nauczyciela na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu grozi kara do 3 lat pozbawienia wolności. Alan W. odpowie również za posiadanie narkotyków. Obaj uczniowie znajdują się na razie pod policyjnym dozorem. (www.policja.pl)
Zbyt trudne
Policja w Kansas City schwytała dwóch pechowych złodziei. Nastolatek wraz z kilka lat starszym, dorosłym kolegą, próbowali okraść kobietę, siedzącą w samochodzie pod sklepem nocnym. Grożąc jej bronią, zmusili do oddania im telefonu komórkowego i opuszczenia wozu. Widząc to przypadkowy przechodzień wezwał policję. Napastników złapano bardzo szybko, mężczyźni stracili bowiem mnóstwo czasu w samochodzie, próbując go bezskutecznie uruchomić. Okazało się, że samochód miał ręczną skrzynię biegów. Dla złodziei, znających jedynie automatyczne skrzynie, poradzenie sobie ze zmianą biegów i sprzęgłem okazało się zbyt trudne. To już nie pierwszy w USA przypadek takiej nieudanej kradzieży. Pojazdy, w których biegi zmienia się ręcznie, należą tam do rzadkości.
Komiczny napad
Młody sprzedawca w sklepie ze sprzętem golfowym w Salt Lake City uważał swoją pracę za bezpieczną, spokojną i raczej nudną. Aż do pewnego listopadowego poranka. Wtedy do sklepu o nazwie „Golf in Round” wtargnął zamaskowany napastnik z nożem rzeźnickim w dłoni i stanowczym tonem zażądał pieniędzy. Być może by je otrzymał, gdyby wybrał inną metodę ukrycia swojej twarzy. Miał bowiem na głowie... obszerne męskie slipki. Sprzedawca nie mógł powstrzymać wybuchu śmiechu. Wykrztusił z siebie: „Żarty sobie robisz, człowieku?!”. Rozwścieczony rabuś rzucił się na chłopaka z nożem, ale sprzedawca bronił się dzielnie, chociaż wytrącając broń z ręki napastnika został lekko skaleczony. Zdezorientowany totalnym niepowodzeniem przestępca, nadal w bieliźnie na głowie, wybiegł na ulicę. Pracownik sklepu pobiegł za nim, alarmując mężczyzn na pobliskim polu golfowym, że ucieka sprawca napadu. Wspólnie udało się złapać uciekiniera. Gdy przybyła policja, był on już obezwładniony. Nożownik-przebieraniec trafił do aresztu.