Humor z Temidą    

 
 

      Bieżący numer      

 
Detektyw - okładka
 

  Wydanie Specjalne  

 
Detektyw - Wydanie Specjalne - okładka

W biały dzień

2009-08-24
Li Tao Wang, właściciel niewielkiego sklepu ze sprzętem elektronicznym, usytuowanego w chińskiej dzielnicy przy Canal Street na Dolnym Manhattanie, zaalarmował telefonicznie policję, że przed chwilą, w biały dzień, dwóch bezczelnych bandytów dokonało na niego zuchwałego napadu, połączonego z rabunkiem cennych towarów. Zgłoszenie przyjął oficer dyżurny i niespełna dziesięć minut później na miejscu przestępstwa zjawił się komisarz Hamilton z załogą radiowozu. Oto relacja poszkodowanego:
– Jak każdego ranka, jeszcze przed otwarciem sklepu, układałem towar w witrynie wystawowej, bowiem na noc chowam go do solidnej stalowej szafy na zapleczu. Zwykle eksponuję w witrynie kamery wideo, cyfrowe aparaty fotograficzne, laptopy, miniaturowe odtwarzacze muzyki i tym podobne akcesoria, czyli sprzęt, którym handluję.
 
 
Kiedy skończyłem układać towar w oknie wystawowym, odblokowałem od wewnątrz rygiel zamka drzwi wejściowych do sklepu i czekając na pierwszego klienta, wyglądałem przez okno witryny na ulicę. Nagle przed moim sklepem pojawił się młody człowiek z twarzą zasłoniętą kapturem kurtki, który ku mojemu zaskoczeniu i przerażeniu rzucił dużym kamieniem w moją szybę wystawową...
Przez wybity otwór w szybie zaczął rabować eksponowany towar, błyskawicznie wrzucając go do torby. Tak się spieszył, że nie zauważył nawet, że odłamek szkła rozharatał mu dłoń. Wściekłość na tego bezczelnego gówniarza spowodowała, że bez chwili wahania wyskoczyłem ze sklepu i rzuciłem się na drania z gołymi rękami.
Złapałem go za ramiona i zaczęła się wzajemna szarpanina. Łobuz usiłował się wyrwać, a ja próbowałem go obezwładnić. Niespodziewanie podstawił mi nogę, tak że obaj przewróciliśmy się na ziemię. W tej samej chwili bandzior złapał mnie oburącz za gardło, więc musiałem wytężyć wszystkie siły, aby oderwać jego łapy od mojej szyi...
Podczas tej szarpaniny poczułem nagle silne uderzenie w głowę. Kiedy po chwili odzyskałem przytomność, zrozumiałem, że miał wspólnika. Niestety, bandyci uciekli, zaś wraz z nimi zniknął mój cenny towar. W tej sytuacji natychmiast zadzwoniłem na policję. Na szczęście jestem ubezpieczony…
– Czekając na nasz przyjazd, zapewne zdążył się pan trochę ogarnąć – ni to stwierdził, ni zapytał komisarz Hamilton. – Otrzepałem tylko ubranie z kurzu, gdyż na nic więcej nie miałem czasu. Nie zdążyłem nawet się umyć, gdyż zaraz usłyszałem wycie syreny waszego radiowozu – zakończył relację poszkodowany. – Kiepsko pan wymyślił ten rzekomy napad – powiedział złośliwie komisarz. Popełnił pan co najmniej dwa proste błędy, usiłując wprowadzić policję w błąd!
 
JAKIE TO BŁĘDY?
(rozwiązanie w numerze)