Pod koniec grudnia ubiegłego roku policjanci otrzymali zgłoszenie o kradzieży przy ul. Firlejowskiej w Lublinie. Zawiadamiającym o przestępstwie był 51-letni mężczyzna, który oświadczył, że z jego domu skradziono telewizor, radio, koc, książki, zastawę stołową, 10 paczek makaronu, kilogram cukru i kaszę. Jak ustalili jednak mundurowi, włamania nie było. Poszkodowany przyznał się, że gdy wyszedł z domu do miasta w celu załatwienia spraw w urzędzie, zostawił w mieszkaniu trzech młodych znajomych, którzy byli jego gośćmi. Kiedy wrócił, ich już nie było. Poszkodowany wycenił straty na około 1200 złotych. Funkcjonariusze rozpoczęli poszukiwania sprawców kradzieży. Nie przypuszczali, że tak szybko wpadną na ich trop. Do złodziei doprowadziły policjantów kawałki skradzionego makaronu, który złodzieje nieopatrznie rozsypali uciekając z miejsca przestępstwa. Ślady makaronu zawiodły mundurowych do jednego z pobliskich domów. Tam policjanci odnaleźli dwóch raczących się alkoholem sprawców kradzieży. Okazali się nimi 18- letni Mateusz K. z Lublina i 17-letni Andrzej S., który właśnie przebywał na przepustce z zakładu poprawczego. Policjanci znaleźli przy nich skradzione przedmioty. W chwili zatrzymania obaj mężczyźni byli nietrzeźwi, agresywni i wulgarni wobec interweniujących policjantów. 18-latek dodatkowo groził jednemu z funkcjonariuszy. Obaj mężczyźni trafili do policyjnego aresztu. Grozi im kara do 5 lat więzienia. (www.policja.pl)
Nawet dwa lata może spędzić w więzieniu mężczyzna, podejrzany o wywołanie fałszywego alarmu bombowego na lotnisku w Pyrzowicach. Do zdarzenia doszło dzień przed sylwestrem około godz. 15.00. Dyżurny komendy został telefonicznie powiadomiony przez anonimową osobę o podłożonej bombie na lotnisku w Pyrzowicach. Na miejsce natychmiast zostali wysłani policyjni pirotechnicy. Druga grupa funkcjonariuszy zajęła się zatrzymaniem sprawcy alarmu. Kilkanaście minut zajęło śledczym ustalenie i zatrzymanie mężczyzny w jego mieszkaniu. Niedoszły,54-letni terrorysta był pijany. Badanie wykazało prawie 2,4 promila alkoholu w organizmie. Policjantom wstępnie wyjaśnił, że w ten sposób chciał zatrzymać w kraju swojego syna, który tego dnia odlatywał do pracy za granicę. Szybkie i skuteczne działania funkcjonariuszy spowodowały, że nie było konieczności ewakuowania osób przebywających na terenie portu lotniczego. Teraz „troskliwy” tatuś stanie przed sądem. Za to przestępstwo grozi mu kara nawet do 2 lat więzienia. (www.policja.pl)
Pewien mężczyzna odbywający wyrok pozbawienia wolności, domagał się przed sądem odszkodowania od Skarbu Państwa w wysokości 150 tys. zł za utratę lewego oka podczas pobytu w więzieniu. Sąd Apelacyjny oddalił pozew więźnia dowodząc, że poszkodowany celowo dokonywał samouszkodzeń ciała, zaś proces jego leczenia przeprowadzony był prawidłowo. Zatem skarżący sam sobie jest winien, że utracił oko. Ponadto, powód został obciążony znacznymi kosztami postępowania, (w tym ekspertyzami biegłych), co zdaniem sądu „powinno odnieść pozytywny skutek wychowawczy”. Postanowienie Temidy będzie zapewne poważnym ostrzeżeniem dla wszelakiej maści „połykaczy” i „samouszkodzeniowców”, którzy z premedytacją powodują poważny uszczerbek swego zdrowia, licząc na wcześniejsze wyjście z pudła. Jak widać, i na nich znaleziono sposób.
Ochroniarze jednego z warszawskich hipermarketów ujęli czterech chłopców podczas usiłowania kradzieży telefonu komórkowego za ponad 1000 złotych. Natychmiast zawiadomili policję. Północnoprascy policjanci po przybyciu na miejsce zdarzenia, ustalili dane osobowe młodych złodziei. Okazało się, że byli nimi 10-letni Marcin J., jego starszy o trzy lata brat Grzegorz, 14- letni Maciej L. i znany policjantom, działający pod pseudonimem „Sancho”, 14-letni Rafał K. Chłopak ma na swoim koncie włamania do piwnic, skrzynek na listy i strychy. Z relacji pracownika obsługującego monitoring przemysłowy wynikało, że chłopcy weszli na teren sklepu około godziny 18.00. Wkładając do koszyka telefon komórkowy, podeszli do półek ze śrubokrętami. Jeden z chłopców biorąc narzędzie do ręki, próbował przy jego pomocy pozbyć się zabezpieczenia z telefonu. Gdy próba kradzieży im się nie powiodła, postanowili opuścić sklep. Jednak wtedy wpadli w ręce ochroniarzy. Kilka dni wcześniej w tym samym hipermarkecie w podobny sposób ktoś ukradł trzy telefony komórkowe za blisko 2000 złotych. Policjanci z referatu do spraw nieletnich już wiedzą, kto. Jak pokazały zgromadzone przez nich dowody, złodziejami okazali się dwaj spośród czterech zatrzymanych chłopców, 13-letni Grzegorz J. i 14-letni Maciej L. Nastolatkowie za kradzieże i usiłowanie kradzieży telefonów komórkowych staną przed sądem rodzinnym. (www.policja.pl)
Opublikowane w Kanadzie poufne dokumenty tamtejszego ministerstwa zdrowia wywołały nie tylko publiczny skandal, ale również społeczny szok. Okazało się bowiem, że w latach 80. i 90. w kanadyjskich szpitalach dokonano transfuzji krwi około tysiącu osobom cierpiącym na hemofilię (choroba objawiająca się brakiem krzepliwości krwi), używając do tego krwi skażonej wirusem HIV. W wyniku tych zabiegów już kilkaset osób zmarł na AIDS. Jak się okazało, zarażoną krew importowano z USA, a pobierano ją od amerykańskich więźniów. Urzędnicy kanadyjskiego ministerstwa zdrowia podobno wiedzieli od początku o źródle pochodzenia krwi, jednak – jak później twierdzili – byli przekonani o właściwym nadzorze ze strony amerykańskiego urzędu ds. kontroli leków i żywności. Jeszcze żyjące osoby, którym przetoczono skażoną krew, winą za skandaliczne zaniedbanie obciążają amerykański urząd i żądają od niego 5 mln dolarów odszkodowania. Nie pierwszy to przypadek na świecie, kiedy w wyniku karygodnego zaniedbania lub lekkomyślności, zarażono w szpitalach wielu pacjentów śmiercionośnym wirusem. Starsi z nas dobrze pamiętają podobną aferę we Francji, a także w Japonii. Jedna z tamtejszych firm farmaceutycznych produkowała medykamenty zawierające wirusa HIV. Lekarstwa te, zamiast leczyć, zabiły około pięciuset osób, zaś u prawie tysiąca stwierdzono pełnoobjawowe AIDS.
Kara śmierci obowiązuje jeszcze w wielu państwach świata, jednak egzekucje wykonywane są w bardzo różny sposób. W USA np., w różnych stanach, obowiązują odrębne przepisy w tym względzie i dlatego skazańców zabija się tam zarówno w komorach gazowych, na krześle elektrycznym, przez powieszenie jak i za pomocą śmiercionośnego zastrzyku. W niektórych państwach, gdzie religią panującą jest islam, zdarzają się również przypadki egzekucji przez ukamienowanie lub ścięcie toporem. Takie właśnie prawo obowiązuje w Arabii Saudyjskiej, gdzie karę śmierci przez ucięcie głowy orzekają sądy za odstępstwo od wiary, gwałt, zabójstwo, handel narkotykami i rozbój. Niedawno w tym państwie wykonano trzy takie egzekucje. Skazańcami byli dwaj gwałciciele nastolatki i jedna kobieta, która zamordowała męża.
W japońskich więzieniach przebywa obecnie sześciu więźniów skazanych na dożywocie, którzy spędzili za kratami ponad 40 lat. Jeden z nich jest absolutnym rekordzistą, gdyż legitymuje się ponad 53-letnim nieprzerwanym pobytem w zakładzie karnym. Władze penitencjarne twierdzą, że ewentualne warunkowe zwolnienie niektórych z nich byłoby niebezpieczne dla społeczeństwa, ponieważ skazańcy ci, ze względu na długotrwały pobyt w więzieniu, mają spaczoną psychikę i nie potrafiliby się dostosować do życia na wolności. Średni pobyt w więzieniu skazanych na dożywocie w Japonii, wynosi 20 lat.
Troskliwy tatuś
Nawet dwa lata może spędzić w więzieniu mężczyzna, podejrzany o wywołanie fałszywego alarmu bombowego na lotnisku w Pyrzowicach. Do zdarzenia doszło dzień przed sylwestrem około godz. 15.00. Dyżurny komendy został telefonicznie powiadomiony przez anonimową osobę o podłożonej bombie na lotnisku w Pyrzowicach. Na miejsce natychmiast zostali wysłani policyjni pirotechnicy. Druga grupa funkcjonariuszy zajęła się zatrzymaniem sprawcy alarmu. Kilkanaście minut zajęło śledczym ustalenie i zatrzymanie mężczyzny w jego mieszkaniu. Niedoszły,54-letni terrorysta był pijany. Badanie wykazało prawie 2,4 promila alkoholu w organizmie. Policjantom wstępnie wyjaśnił, że w ten sposób chciał zatrzymać w kraju swojego syna, który tego dnia odlatywał do pracy za granicę. Szybkie i skuteczne działania funkcjonariuszy spowodowały, że nie było konieczności ewakuowania osób przebywających na terenie portu lotniczego. Teraz „troskliwy” tatuś stanie przed sądem. Za to przestępstwo grozi mu kara nawet do 2 lat więzienia. (www.policja.pl)
Ostrzeżenie dla „połykaczy”
Pewien mężczyzna odbywający wyrok pozbawienia wolności, domagał się przed sądem odszkodowania od Skarbu Państwa w wysokości 150 tys. zł za utratę lewego oka podczas pobytu w więzieniu. Sąd Apelacyjny oddalił pozew więźnia dowodząc, że poszkodowany celowo dokonywał samouszkodzeń ciała, zaś proces jego leczenia przeprowadzony był prawidłowo. Zatem skarżący sam sobie jest winien, że utracił oko. Ponadto, powód został obciążony znacznymi kosztami postępowania, (w tym ekspertyzami biegłych), co zdaniem sądu „powinno odnieść pozytywny skutek wychowawczy”. Postanowienie Temidy będzie zapewne poważnym ostrzeżeniem dla wszelakiej maści „połykaczy” i „samouszkodzeniowców”, którzy z premedytacją powodują poważny uszczerbek swego zdrowia, licząc na wcześniejsze wyjście z pudła. Jak widać, i na nich znaleziono sposób.
Milusińscy
Ochroniarze jednego z warszawskich hipermarketów ujęli czterech chłopców podczas usiłowania kradzieży telefonu komórkowego za ponad 1000 złotych. Natychmiast zawiadomili policję. Północnoprascy policjanci po przybyciu na miejsce zdarzenia, ustalili dane osobowe młodych złodziei. Okazało się, że byli nimi 10-letni Marcin J., jego starszy o trzy lata brat Grzegorz, 14- letni Maciej L. i znany policjantom, działający pod pseudonimem „Sancho”, 14-letni Rafał K. Chłopak ma na swoim koncie włamania do piwnic, skrzynek na listy i strychy. Z relacji pracownika obsługującego monitoring przemysłowy wynikało, że chłopcy weszli na teren sklepu około godziny 18.00. Wkładając do koszyka telefon komórkowy, podeszli do półek ze śrubokrętami. Jeden z chłopców biorąc narzędzie do ręki, próbował przy jego pomocy pozbyć się zabezpieczenia z telefonu. Gdy próba kradzieży im się nie powiodła, postanowili opuścić sklep. Jednak wtedy wpadli w ręce ochroniarzy. Kilka dni wcześniej w tym samym hipermarkecie w podobny sposób ktoś ukradł trzy telefony komórkowe za blisko 2000 złotych. Policjanci z referatu do spraw nieletnich już wiedzą, kto. Jak pokazały zgromadzone przez nich dowody, złodziejami okazali się dwaj spośród czterech zatrzymanych chłopców, 13-letni Grzegorz J. i 14-letni Maciej L. Nastolatkowie za kradzieże i usiłowanie kradzieży telefonów komórkowych staną przed sądem rodzinnym. (www.policja.pl)
Skandaliczny import
Opublikowane w Kanadzie poufne dokumenty tamtejszego ministerstwa zdrowia wywołały nie tylko publiczny skandal, ale również społeczny szok. Okazało się bowiem, że w latach 80. i 90. w kanadyjskich szpitalach dokonano transfuzji krwi około tysiącu osobom cierpiącym na hemofilię (choroba objawiająca się brakiem krzepliwości krwi), używając do tego krwi skażonej wirusem HIV. W wyniku tych zabiegów już kilkaset osób zmarł na AIDS. Jak się okazało, zarażoną krew importowano z USA, a pobierano ją od amerykańskich więźniów. Urzędnicy kanadyjskiego ministerstwa zdrowia podobno wiedzieli od początku o źródle pochodzenia krwi, jednak – jak później twierdzili – byli przekonani o właściwym nadzorze ze strony amerykańskiego urzędu ds. kontroli leków i żywności. Jeszcze żyjące osoby, którym przetoczono skażoną krew, winą za skandaliczne zaniedbanie obciążają amerykański urząd i żądają od niego 5 mln dolarów odszkodowania. Nie pierwszy to przypadek na świecie, kiedy w wyniku karygodnego zaniedbania lub lekkomyślności, zarażono w szpitalach wielu pacjentów śmiercionośnym wirusem. Starsi z nas dobrze pamiętają podobną aferę we Francji, a także w Japonii. Jedna z tamtejszych firm farmaceutycznych produkowała medykamenty zawierające wirusa HIV. Lekarstwa te, zamiast leczyć, zabiły około pięciuset osób, zaś u prawie tysiąca stwierdzono pełnoobjawowe AIDS.
Ukamienowanie ciągle obowiązuje
Kara śmierci obowiązuje jeszcze w wielu państwach świata, jednak egzekucje wykonywane są w bardzo różny sposób. W USA np., w różnych stanach, obowiązują odrębne przepisy w tym względzie i dlatego skazańców zabija się tam zarówno w komorach gazowych, na krześle elektrycznym, przez powieszenie jak i za pomocą śmiercionośnego zastrzyku. W niektórych państwach, gdzie religią panującą jest islam, zdarzają się również przypadki egzekucji przez ukamienowanie lub ścięcie toporem. Takie właśnie prawo obowiązuje w Arabii Saudyjskiej, gdzie karę śmierci przez ucięcie głowy orzekają sądy za odstępstwo od wiary, gwałt, zabójstwo, handel narkotykami i rozbój. Niedawno w tym państwie wykonano trzy takie egzekucje. Skazańcami byli dwaj gwałciciele nastolatki i jedna kobieta, która zamordowała męża.
Dożywocie
W japońskich więzieniach przebywa obecnie sześciu więźniów skazanych na dożywocie, którzy spędzili za kratami ponad 40 lat. Jeden z nich jest absolutnym rekordzistą, gdyż legitymuje się ponad 53-letnim nieprzerwanym pobytem w zakładzie karnym. Władze penitencjarne twierdzą, że ewentualne warunkowe zwolnienie niektórych z nich byłoby niebezpieczne dla społeczeństwa, ponieważ skazańcy ci, ze względu na długotrwały pobyt w więzieniu, mają spaczoną psychikę i nie potrafiliby się dostosować do życia na wolności. Średni pobyt w więzieniu skazanych na dożywocie w Japonii, wynosi 20 lat.


