Podryw "na dziennikarza"
Marcin Ł. pierwszą z ofiar poznał w 2006 roku. Kobieta była oczarowana nowo poznanym adoratorem. Niebawem para zamieszkała razem, jednak mężczyzna czuł się w tej sytuacji mało komfortowo. Chciał mieć swoje mieszkanie, szukał czegoś do wynajęcia, a że nie dysponował gotówką, pożyczał ją od zakochanej w nim po uszy dziewczyny. Oczywiście, za każdym razem obiecywał, że zwróci dług. Kiedy suma pożyczek przekroczyła 3 tys. zł, chłopak zniknął, a wraz z nim warte 100 euro i 600 zł książki (które pokrzywdzona miała zwrócić do Biblioteki Śląskiej). Następne ofiary Marcin Ł. poznał latem 2009 roku nad Bałtykiem. Obu paniom przedstawił się jako dziennikarz sportowy. Potem znajomości przypominały tę z 2006 roku: wspólne mieszkanie, pożyczki… Jedna z kobiet, której zadeklarował chęć wspólnego spędzenia reszty życia, dała się naciągnąć na 8 tys. zł. Druga na 2,7 tys. zł. Oszust wpadł, kiedy jedna z oszukanych sprawdziła w internecie, że jej partner nie jest dziennikarzem sportowym, a jedyne wpisy na jego temat pochodzą od oszukanych wcześniej kobiet. Mężczyzna przyznał się do zarzucanych mu czynów. Tłumaczył, że dzięki naiwności kobiet chciał podnieść swój standard życiowy. Ostatecznie oświadczył, że żałuje tego, co zrobił i złożył wniosek o dobrowolne poddanie się karze. Będzie też musiał naprawić szkodę wyrządzoną kobietom.
Bo była brzydka?
Okropnie zmasakrowane zwłoki 29-letniej Anety wyłowiono w październiku ubiegłego roku z augustowskiej Netty (woj. podlaskie). Ubrania kobiety były porozrzucane na brzegu rzeki. Przez ponad pół roku funkcjonariusze poszukiwali sprawcy (ów) tej okrutnej zbrodni. Świadkowie nie potrafili ostatecznie określić, kiedy ostatni raz widzieli Anetę. Podobno w dniu, w którym zginęła, umówiła się nad rzeką z poznanym przez internet mężczyzną, który jednak nie pojawił się na spotkaniu. Śledztwo ruszyło do przodu na wiosnę 2009 roku, kiedy sprawa została zaprezentowana w telewizji. Od tego czasu policjanci zaczęli otrzymywać informacje, które w końcu doprowadziły ich do ujęcia sprawców zabójstwa 29-latki. Okazali się nimi bracia: 22-letni Tomasz (świeżo upieczony mąż i ojciec) i 20-letni Paweł (uczeń technikum). Mężczyźni przyznali się do winy i podczas przesłuchania dokładnie opisali przebieg wydarzeń, jaki miał miejsce owego tragicznego dnia. Ofiarę zaatakowali w pobliżu Netty. Uderzyli ją w głowę i zaciągnęli w pobliskie zarośla. Tam pozbawili kobietę ubrania i kiedy jeden ją gwałcił, drugi przeszukiwał jej rzeczy osobiste. Potem się zamienili. Znaleziona w torebce ofiary karta do bankomatu wywołała jeszcze większą agresję w oprawcach, ponieważ chcieli poznać kod PIN. Kiedy kobieta nie chciała go ujawnić, kopali ją i skakali po jej ciele. Przestali dopiero wtedy, gdy maltretowana ofiara podała im ten kod, wtedy – jak twierdzą – zostawili 29-latkę nad brzegiem rzeki i udali się do bankomatu. Zdaniem biegłego sądowego nie jest to prawda, ponieważ kiedy kobieta znalazła się w wodzie, była nieprzytomna, czyli musiała być tam przez kogoś wrzucona. Na tej podstawie bracia zostali oskarżeni o zabójstwo. Mężczyźni nie wykazują cienia skruchy. Podczas śledztwa powiedzieli, że ofiarę zaatakowali, ponieważ… była brzydka. Niebawem sąd ogłosi wyrok w sprawie braci.
Wolnoć Tomku...
Kiedy obok domu Erica Williama ze Springfield w Wirgini (USA) przechodziła 29-latka z siedmioletnim synem, spojrzała w okno tego domu i jej oczom ukazał się widok nagiego mężczyzny. Kobieta niewiele myśląc zawiadomiła policję, która aresztowała Erica. Zdziwiony zaistniałą sytuacją mężczyzna tłumaczył, że przecież był w swoim domu! Właśnie wstał i postanowił zrobić sobie kawę, było jeszcze dość wcześnie i niezbyt jasno na dworze, nie podejrzewał, że ktoś go obserwuje. Funkcjonariusze zatrzymali mężczyznę, ponieważ byli przekonani, że to ekshibicjonista. Nieprzyznający się do winy Eric William wyszedł z więzienia za kaucją (2 tys. dolarów) i zamierza wystąpić do policji o odszkodowanie.
Makabryczne znalezisko
Nieopodal dworca kolejowego w Bharuch (Indie) znaleziono zmasakrowane ciało 2-letniej dziewczynki. Policja prowadzi dochodzenie w sprawie tego makabrycznego morderstwa. Zdaniem śledczych obrażenia na ciele wskazują, że dziecko mogło zostać złożone w ofierze podczas obrzędu czarnej magii. Ręce dziewczynki uległy przemieszczeniu, wyrwano jej włosy i zadano wiele ran ciętych. Zwłoki dziecka zostały poddane sekcji, w celu dokładnego ustalenia przyczyny śmierci. Rzecznik tamtejszej policji podejrzewa, że ciało zostało użyte podczas rytuału tantrycznego (jedna z form tantry, „ciemny” rytuał, gdzie m.in. składa się ofiarę ze zwierząt lub ludzi). W wielu regionach Indii, zwłaszcza w obszarach wiejskich, czarna magia jest nadal uprawiana. W tych miejscach często też dochodzi do mordów czy linczów osób, które podejrzewane są o związki z tymi praktykami.
Błąd księgowych
W 2002 roku Anthony Armatys starał się o przyjęcie do pracy w firmie telekomunikacyjnej Avaya Inc. w New Jersey (USA). Mężczyzna zdobył posadę, jednak nie podjął pracy, ponieważ rozmyślił się i zrezygnował z proponowanego mu stanowiska. Księgowi zdążyli już wpisać Anthony’ego na listę pracowników i co miesiąc przelewali na jego konto wynagrodzenie za pracę, której nie wykonywał. Dopiero po pięciu latach księgowi zorientowali się, że wypłacana jest pensja komuś, kto w firmie nie przepracował nawet jednego dnia! W tym czasie mężczyzna wzbogacił się o 470 tys. dolarów. Jednak nie uszło mu to na sucho i kiedy sprawa wyszła na jaw, został zatrzymany. Prokuratura zarzuca mu oszustwo, ponieważ wiedząc, że pieniądze przez pomyłkę trafiają na jego konto, nie powiadomił o tym firmy. Prokuratura żąda kary w postaci zwrotu pieniędzy i sześciu lat więzienia. Proces rusza w styczniu.
Furiat
Z godziny na godzinę libacja rozwijała się coraz bardziej, rozochoceni przyjaciele od kieliszka: 41-letnia mieszkanka Bytomia i jej 73-letni kolega, postanowili zmienić lokal. Kobieta mieszkała ze swoją matką i mężczyzna zaproponował koleżance przeniesienie się do jego mieszkania. Kolejne toasty spowodowały, że oboje byli już mocno pijani i wtedy doszło między nimi do awantury. Mężczyzna zarzucił 41-latce kradzież pieniędzy. Kobieta oburzona podejrzeniami zaprzeczała, a wtedy rozgniewany kolega zaatakował ją siekierą i kiedy upadła, zadawał jej kolejne ciosy. Odgłosy awantury i głośne krzyki kobiety wzywającej pomocy zaniepokoiły sąsiadów, którzy bezzwłocznie zawiadomili policję. Kilka minut później na miejscu byli już funkcjonariusze i obezwładnili agresywnego furiata, któremu grozi dożywocie. Kobieta z ciężkimi obrażeniami trafiła do szpitala. Na szczęście nie grozi jej niebezpieczeństwo utraty życia.


