Humor z Temidą    

 
 

      Bieżący numer      

 
Detektyw - okładka
 

  Wydanie Specjalne  

 
Detektyw - Wydanie Specjalne - okładka

Nocny napad

2009-03-09

Była godzina 2.36 w nocy z soboty na niedzielę, gdy na biurku oficera dyżurnego Komendy Rejonowej Policji we Wrocławiu zadzwonił telefon. Dzwonił niejaki Antoni F., który łamiącym się głosem poinformował, że jego najbliższa sąsiadka przez ścianę została zamordowana. Dyżurny zapisał nazwisko i adres telefonującego mężczyzny i rutynowo nakazał, aby do czasu przyjazdu policji niczego nie dotykał w mieszkaniu ofiary. Piętnaście minut później, pod czteropiętrowy budynek na jednym z wrocławskich osiedli podjechały samochody policyjne z funkcjonariuszami.

Mieszkanie ofiary, którą okazała się Wanda S. – 46-letnia właścicielka kantoru wymiany walut, znajdowało się na pierwszym piętrze i sąsiadowało przez ścianę z lokalem mieszkającego samotnie Antoniego F.

Kobieta została uduszona damskimi rajstopami, które do tej chwili oplatały jej szyję. Przybliżony czas zgonu ofiary, określony przez lekarza sądowego, zawierał się między północą a godziną drugą. Zamordowana mieszkała wraz ze swym konkubentem Robertem W., właścicielem firmy remontowo-budowlanej. Wanda S. była osobą zamożną – o jej statusie majątkowym świadczyło luksusowo urządzone i bogato wyposażone mieszkanie. O jej zamożności wiedzieli wszyscy sąsiedzi z bloku, gdyż nie było tajemnicą, że uzyskiwała niemałe dochody z prowadzenia kantoru. Również jej konkubent nie mógł narzekać na niskie zarobki, o czym świadczył elegancki Mercedes, którym jeździł.

Następnego dnia, czyli w niedzielę przed południem, powrócił do domu Robert W., życiowy partner zamordowanej, który zeznał policjantom, że właśnie przyjechał z Łodzi. Oświadczył, że przez ostatnie dwa dni przebywał w tym mieście, ponieważ nadzorował tam zlecone mu pilne prace remontowe w willi zamożnego biznesmena. Zapytany przez prowadzącego dochodzenie nadkomisarza o to, gdzie był i co robił ostatniej nocy, przedstawił żelazne alibi. Oświadczył, że przez niemal całą noc aż do czwartej trzydzieści nad ranem, bawił wraz z dwoma kolegami w jednym z łódzkich kasyn gry, co zresztą później potwierdziła obsługa tego przybytku hazardu. Zapytany przez policję, czy czegoś w mieszkaniu brakuje, skierował się do łazienki, gdzie w obudowie wanny, za kafelkami, był przemyślnie wbudowany schowek. Niestety, był pusty. Robert W. oświadczył, że jego konkubina przechowywała w tej skrytce spore ilości różnych walut. Ponadto stwierdził, że w mieszkaniu brakuje niedawno zakupionego dużego płaskiego telewizora marki Philips, o przekątnej ekranu 46 cali.

Funkcjonariusze dokonujący oględzin mieszkania stwierdzili ponadto, że sprawca lub sprawcy buszowali po pokojach w poszukiwaniu cennych przedmiotów, wyrzucając na podłogę całą zawartość szaf i szuflad. Wszystko zatem wskazywało na to, że był to mord na tle rabunkowym.

Nadkomisarz kierujący dochodzeniem w tej sprawie przesłuchał także wszystkich sąsiadów zamordowanej, którzy zgodnie zeznali, że Wanda S. była kobietą bardzo ostrożną i nieufną wobec obcych. Przed paroma miesiącami zleciła wyspecjalizowanej firmie zainstalowanie drugich drzwi wejściowych wykonanych ze stali, gdyż obawiała się włamania i kradzieży. Indagowani przez policjanta sąsiedzi nie widzieli ani nie słyszeli w nocy niczego podejrzanego. Jedynie Antoni F., sąsiadujący z ofiarą i Robertem W. przez ścianę, wniósł do śledztwa parę istotnych szczegółów. To on usłyszał podejrzane odgłosy dochodzące z mieszkania sąsiadów i to on telefonicznie zawiadomił o zdarzeniu policję.

Oto jego zeznanie:

Poprzedniego wieczora położyłem się spać o 22.30 i prawie natychmiast zasnąłem. Kilkanaście minut po drugiej w nocy obudziły mnie dziwne dźwięki dochodzące z mieszkania za ścianą. Usiadłem na łóżku i machinalnie spojrzałem na duży budzik stojący na moim nocnym stoliku. Stąd wiem, że była dokładnie godzina 2.25. Usłyszałem przez ścianę jakieś zduszone krzyki kobiety, odgłosy szamotaniny i spadających na podłogę przedmiotów. Zrozumiałem, że u moich sąsiadów dzieje się coś niedobrego. Przemknęła mi przez głowę myśl, że być może panią Wandę napadł jakiś bandyta-włamywacz. Tak jak spałem, w pidżamie zerwałem się z łóżka i pobiegłem do drzwi wejściowych. Zawróciłem jednak do kuchni, gdyż uświadomiłem sobie, że w razie spotkania oko w oko z bandytą, jestem całkowicie bezbronny. Z kuchennej szuflady złapałem to, co było pod ręką, czyli nóż do krojenia chleba. Tak uzbrojony, po cichu otworzyłem drzwi na klatkę schodową i wtedy ujrzałem plecy mężczyzny, bardzo szybko zbiegającego po schodach. W tej krótkiej chwili zdołałem zarejestrować w pamięci, że uciekający mężczyzna miał przewieszoną przez ramię dużą czarną torbę, był ogolony na „łyso” i najprawdopodobniej był stosunkowo młody i wysportowany, gdyż z kocią zręcznością błyskawicznie przeskakiwał po kilka stopni w dół. W pierwszej chwili chciałem go gonić, jednak uznałem, że na bosaka i w pidżamie nie mam żadnych szans. Wtedy spojrzałem na drzwi sąsiadów, które były uchylone. Otwarte były zarówno pierwsze drzwi stalowe, jak i te drugie, wewnętrzne. Ostrożnie zajrzałem do tego mieszkania. Ponieważ w środku zalegały ciemności, w przedpokoju wymacałem kontakt i zapaliłem światło. Skierowałem się do pokoju po lewej stronie i również zapaliwszy w nim światło, ujrzałem panią Wandę leżącą na podłodze. Na szyi miała mocno zaciśnięte rajstopy. Próbowałem je poluzować, jednak nie mogłem sobie z nimi poradzić. Początkowo wpadłem w panikę, lecz po chwili zrozumiałem, że kobieta już nie żyje i moje wysiłki na nic się nie zdadzą. Opuszczając ten pokój zauważyłem, że okno w nim było otwarte. Wróciłem do swego mieszkania i natychmiast zadzwoniłem na policję.


– Pan jest najbliższym sąsiadem ofiary i jak przypuszczam, chyba dość dobrze pan ją znał. Czy jest możliwe, żeby wpuściła w nocy kogoś obcego do mieszkania? – zapytał nadkomisarz. – Tego nie wiem, ale wykluczyć tego nie mogę – odparł Antoni F. – Proszę zapytać o to jej męża, on zapewne może coś więcej na ten temat powiedzieć. Może to on zabił swoją towarzyszkę życia, a może jakiś obcy bandyta dostał się do jej mieszkania po konarach drzewa, które rośnie tuż za naszymi oknami. Tym bardziej, że nie musiał się zbytnio trudzić – to przecież zaledwie pierwsze piętro...

– Wydaje mi się – powiedział nadkomisarz po wysłuchaniu relacji Antoniego F. – że nie powiedział nam pan całej prawdy. Mało tego, pewien szczegół dowodzi, że pan kłamie. A skoro mówi pan nieprawdę, to znaczy, że ma pan ku temu powody. A to powoduje, że automatycznie jest pan głównym podejrzanym o zabójstwo Wandy S. i rabunek jej mienia.

JAKI SZCZEGÓŁ SPOWODOWAŁ,
ŻE NADKOMISARZ ZARZUCIŁ ANTONIEMU F.
KŁAMSTWO?
(rozwiązanie w numerze)