Humor z Temidą    

 
 

      Bieżący numer      

 
Detektyw - okładka
 

  Wydanie Specjalne  

 
Detektyw - Wydanie Specjalne - okładka

Opinie i listy

Drodzy Czytelnicy,
czekamy na Wasze listy, na opinie o „Detektywie”. Już od dwudziestu lat jesteśmy z Wami i zawsze bardzo uważnie wsłuchujemy się w Wasze uwagi - tak dobre, jak i te oceniające nas nieco krytyczniej. Dzięki temu stale doskonalimy poziom pisma, a więc i spełniamy – mamy tę nadzieję – Wasze wobec nas oczekiwania.
 

Ze skrzynki „Detektywa”:


Witam serdecznie!

Niezmiernie się cieszę, że wreszcie istnieje możliwość tak szybkiego skontaktowania się z redakcją mojego ulubionego miesięcznika!

"Detektywa" czytam już od... 11 lub 13 lat, dokładnie nie pamiętam. Ale wiem, że zaczynałam od podkradania tego czasopisma mamie, która też jest Waszą wierną czytelniczką i to już chyba od początku jego istnienia. Gdy tak podkradałam "Detektywa” mamie, nie miałam jeszcze 18 lat, by zupełnie legalnie móc czytać pismo "tylko dla dorosłych", ale wiadomo - zakazany owoc kusił... I tak czytam Was do teraz, tyle że już nie muszę się ukrywać przed rodzicielką.;-)

W mojej szafie piętrzy się pokaźny stos numerów "Detektywa", które zbieram już od dawna i często wracam do artykułów tam zamieszczonych. Niektóre reportaże, artykuły pomagają mi w moich studiach, dostarczając ciekawych informacji. A studiuję kierunek, którego wybór wzbudziło właśnie Wasze pismo - resocjalizację, a konkretniej pracę socjalną z resocjalizacją. Zresztą od "Detektywa" zaczęły się moje marzenia w związku z wstąpieniem do policji - niestety, ze względu na niski wzrost mogę o tym zapomnieć. Potem były marzenia o zostaniu psychologiem policyjnym, detektywem... Wasze pismo sprawiło, że nie tylko wyrobiłam sobie pewne zasady, pewne spojrzenie na otaczającą rzeczywistość, ale także zaczęłam się zastanawiać, dlaczego niektórzy ludzie czynią zło, to mniejsze i większe, dlaczego potrafią być czasem tak okrutni, dwulicowi - i to właśnie pokierowało moim wyborem studiów.

Co mogę więcej powiedzieć - jesteście wyjątkowi i niepowtarzalni i mam nadzieję, że do późnej starości będę mogła odczuwać tę radość i przyjemny dreszczyk niecierpliwości, który odczuwam za każdym razem, trzymając świeżutki numer "Detektywa" w ręku.

Nie zmieniajcie się, chociaż.... oj przydałoby się więcej stron, żeby można było tę przyjemność czytania rozłożyć na dłużej..


Pozdrawiam serdecznie!!

Joanna z Wielkopolski

 Witam serdecznie!

Dziewczyna z „Detektywem”

 
Szanowna redakcjo,

Mam nietypową prośbę. Pewnie nic nie osiągnę tym listem, ale nie podaruję sobie jeżeli nie spróbuję.
W dniu 24 lipca br. wracałem pociągiem z Poznania do Wrocławia. Na dworcu w Poznaniu zauważyłem śliczną dziewczynę czekającą na ten sam pociąg co ja. Zafascynowany jej urodą wsiadłem do tego samego przedziału i usiadłem obok niej. Ona przez całą podróż czytała „Detektywa”. Trudno mi opisać, co mnie w niej urzekło, może pewność siebie i uroda oraz fakt, że czytała właśnie „Detektywa”, moje ulubione czasopismo. W jakiś niespotykany sposób zostałem zaczarowany przez siedzącą obok mnie dziewczynę, która wywarła na mnie tak wielkie wrażenie, że mimo iż nie jestem nieśmiały, nie mogłem się przełamać i poprosić ją o numer telefonu. Do tej pory nie spotkało mnie nigdy nic takiego, by podczas kilku godzin spędzonych z nieznaną mi osobą nie móc myśleć o czymkolwiek innym. Nie wiem nic o tej dziewczynie, poza tym, że wyglądała na 20 lat i nie wysiadła we Wrocławiu, tylko jechała kawałek dalej, no i czytała z wielkim zainteresowaniem Wasze pismo. Dlatego zwracam się z ogromną prośbą do redakcji o zamieszczenie mego listu z apelem do tej dziewczyny by zechciała się ze mną skontaktować. Dla Czytelników może będzie to miła odmiana i zapewne wzbudzi niejeden uśmiech.
Paweł F.
 
W drodze wyjątku spełniamy prośbę naszego Czytelnika. Dziewczyno z „Detektywem”, jeśli Ty również nie możesz zapomnieć pana Pawła, odezwij się do naszej redakcji, celem nawiązania z nim kontaktu. Gwarantujemy dyskrecję.
Redakcja

  

 
Droga Redakcjo!
 
Od 8 lat mieszkam w Kanadzie, ściśle w Winnipeg, Manitoba. Od 20 lat czytam Wasze pismo i pragnę powiedzieć tylko jedno: pismo jest rewelacyjne i godne polecenia wszystkim miłośnikom sensacji!. Szkoda tylko, że jest wydawane raz w miesiącu.
Mam tylko jedno ale... Wznowienia książek przygotowane i rozprowadzane przez wydawnictwo są niedostępne na rynku kanadyjskim, co zasmuca mnie i resztę miłośników Waszego pisma.
 
Jeszcze raz dziękuję za Wasze starania i cudowną pracę. Życzę sukcesów na następne 20 lat.
 
Violetta Sz. z Winnipeg
 

 
Kochana Redakcjo!!!

Z okazji 20 rocznicy wydawania miesięcznika przesyłam szczere życzenia wszystkiego dobrego i wszelkiej pomyślności. Czytam Was, kochani, prawie od początku, czyli gdzieś około 19 lat. Musze przyznać, że „Detektyw” jest moim ulubionym pismem i zawsze niecierpliwie oczekuje na następne wydanie.

Ej, łezka się w oku  kręci, bo wspominam czasy, kiedy pani w kiosku RUCHU sprzedawała mi „Detektywa” spod lady. Na szczęście czasy się zmieniły na tyle, że mimo iż od kilkunastu lat mieszkam w Kanadzie, nadal co miesiąc mogę Was czytać. Dzięki za to…

Ela z Vancouver


Szanowna Redakcjo!

Na wstępie pragnę wyrazić słowa uznania dla pisma i tworzących go ludzi. Nie będę Wam słodzić i wychwalać pod niebiosa, powiem tylko, że czytam Was od dobrych 7 lat i nigdy się nie zawiodłam. Zastanawiałam się nawet, co w Waszym piśmie jest takiego, co przyciąga mnie tak silnie i nie pozwala przejść obok kiosku obojętnie. Wydaje mi się, że to ten język, którym piszecie. Niepowtarzalny język, narastające tempo, zróżnicowanie tematyczne i świadomość tego, że nie jest to fikcja literacka, ale faktyczne historie, które miały miejsce tuż obok... Dodam jeszcze, że jestem z zamiłowania plastyczka, rysunek jest dla mnie podstawową formą wyrazu, a u Was kiedyś niesamowicie raziła mnie ta graficzna strona Detektywa. Ile razy zastanawiałam się jak można takie szkarady zamieszczać w tak szanowanym miesięczniku! Ale… dojrzałam i zrozumiałam. I teraz jestem największą fanką Waszych rysowników! Ale może przejdę do sedna sprawy.

Wczoraj miałam ważne spotkanie w sprawie pracy w okolicach centrum miasta. Mieszkam niedaleko Warszawy i przywykłam już do dłuższego spędzania czasu w środkach komunikacji miejskiej. W lipcu będę miała 24 lata. Jestem otwartą, pogodną osobą i zawsze w otaczającym świecie szukam najpierw tych pozytywnych stron życia. Mam świadomość, że istnieje ta ciemna strona ludzkiej natury (tak długo Was czytam...), ale nigdy nie doszukuję się zła w otoczeniu. Powiem nawet, że czasami jestem aż nazbyt społeczna, bo ludzie mnie fascynują i nie mogłabym stronić od nich w żaden sposób.

Wracając do tematu: dojechałam jakoś w okolice Ronda Wiatraczna i pozostała mi tylko 15-minutowa jazda tramwajem do centrum. Wsiadłam na pętli w numer 22, włączyłam sobie muzykę i czekałam, aż ruszy. Gdy ruszył, w tylnim wagonie może było z 5 osób, łącznie ze mną. Nie przyglądam się współpasażerom – nigdy nie podsłuchuję, nie krytykuję. Jadąc tramwajem mam poczucie przynależności do chwilowej społeczności, która w razie czego powinna się wspierać, która przez chwilę w ciągu całego, pośpiesznego dnia ma ten sam cel, dzieli tą samą przestrzeń. Nie rozglądałam się, nie zauważyłam nawet kto i kiedy usiadł na siedzeniu za mną.

Nagle wydało mi się, że zaczepiam o coś płaszczem, potem poczułam jakbym sama usiadła na własnej garderobie, jakieś takie ciągnięcie, coś było nie w porządku. Nie miałam najgorszych myśli. Biały dzień. Bezpodstawne, ale odruchowe poczucie bezpieczeństwa. W pewnym momencie, a były to sekundy, najpierw ujrzałam w oknie odbicie wielkiej białej dłoni tuż za moimi plecami, a chwilę później ten człowiek wstał i zamiast chwycić się rurki, czy siedzenia, bezczelnie chwyta mnie za pierś! Z całej siły, zaciska palce, tak szybko... Odruchowo go odpycham, unoszę się z miejsca... Tak szybko się to dzieje, kiedy drzwi za nim się zamykają.... Koniec.

Zostałam sama. Rozglądam się i widzę twarze współpasażerów. Patrzą na mnie. Więc widzieli. Dlaczego nic nie zrobili? Dlaczego patrzą na mnie takim wzrokiem? Lecą mi łzy po policzku. Ręce się trzęsą. Złość, upokorzenie, ohyda....Jak to?! Dlaczego?! Dlaczego nikt nic nie zrobił? Widzieli przecież jak bawił się moim płaszczem, jak mnie chwycił. Roztrzęsiona wysiadam gdzieś przy Nowym Świecie. Chowam się gdzieś za budynek. Płaczę tam dobrych kilka minut. Jak mam teraz po czymś takim normalnie funkcjonować? Miałam mieć rozmowę o pracę. Wróciłam do domu i płakałam przez resztę dnia. Byłam zbrukana, upokorzona, poniżona.

Dzisiaj jestem już tylko zła. Wściekła. Tego rodzaju ludzi jest mnóstwo. Ja wiem, że to choroba, ze powinno się im pomóc. Jednak ja już nie mogę na to dłużej patrzeć pobłażliwie! Od nich się aż roi w środkach komunikacji miejskiej. Tylko polują na niewinne dziewczyny, kobiety. A ofiary zawsze pozostawione zostają same sobie, bo ludzi wokół nic nie interesuje poza własnym nosem, czy wolnym siedzeniem! Nie może tak być dalej! Nie można im dawać wolnej ręki (sic!), bo rozpanoszą się i już nie będzie można spokojnie wyjść z domu! Tacy ludzie są niebezpieczni, bo zazwyczaj są bezkarni! No bo co by policja zrobiła na taką skargę? Mogę go opisać...Twarzy nie widziałam. Wysoki, co najmniej 185 cm wzrostu, ciemne, krótko ostrzyżone włosy, lekka otyłość... Jest silny, więc jeździ tramwajami i molestuje do woli... a ludzie odwracają głowy! Dosyć!

Proszę o pomoc. Nie wiem czego oczekuje. Nie mam prawa oczekiwać niczego, ale piszę o tym właśnie do Was, bo Wam ufam. I dlatego, że wczoraj, gdy on mi to zrobił... ja właśnie czytałam wydanie na dwudziestą rocznicę numeru Detektywa.

Z wyrazami szacunku.
Marta G.
 

 Szanowna Redakcjo,

będąc w odwiedzinach u syna przeczytałam mu m.in. zabawną historię opisaną w „Detektywie“ o żarówce i  „poszerzonym uśmiechu“. Nadmieniam, że syn jest szanowanym pracownikiem ambasady, ma doktorat nauk ścisłych i w ogóle jest poważnym człowiekiem. Uśmialiśmy się oboje, pokręcili głowami nad niedowiarkami, po czym syn zamilkł, pokrzątał się po pokoju i zniknął w łazience.

Coś mnie tknęło, żeby tam zajrzeć, choć nigdy go w tym miejscu nie szpieguję!

Zamurowało mnie! Spinał się nad wanną i – wykręcał żarówkę!

Złapany na gorącym uczynku, suto się tłumaczył, iz absolutnie nie miał zamiaru wsadzać żarówki w usta, tylko tak sobie  „przymierzyć“, bo on oczywiście wierzy w to, co piszą, ale jednakowoż… On wie, że nie wejdzie, tylko chce tak trochę spróbować, czy da się popchnąć, oczywiście tylko kawałeczek i zaraz z powrotem, wiec nie ma najmniejszego powodu do obaw, bo on ma wszystko pod kontrola. Przecież wie, co robi!

Pogroziłam, że nie będę mu wżywała pogotowia, a on z żarówką w gębie sam niczego nie załatwi, a i w pracy będzie wesoło, jak się dowiedzą, i wreszcie że napiszę do Was i w ogóle groziłam wszelkimi sankcjami. Powstrzymał się wiec od doprowadzenia akcji do końca, stwierdzając iż w jego przypadku chyba by weszła i… pewnie też wyszła. Syn opanował na szczęście swoją żądzę poznania i skończyła się dalsza tragikomedia żarówkarza.

Długo dyskutowaliśmy na ten temat, a ja czułam, że choć zrezygnował z kuszenia losu, to zostało w nim coś z poczucia: „mnie na pewno by się udało“. I tak jest chyba z niektórymi. Nie wiem ilu biedaków skończyło po przeczytaniu artykułu na pogotowiu, ale to temat do głębszego zastanowienia się.

O ile mniej byłoby przestępstw, gdyby ludzie nie byli ślepo przekonani, iż „mnie to się nie może zdarzyć“, “mnie to nie dotyczy“, gdyby wierzyli w to, w co wierzyć trzeba! Żarówka akurat wygląda na taką łatwą, ale skoro nikomu się nie udało, to skąd ta pewność, że ja akurat będę tym pierwszym, który zdoła to uczynić? I wcale człowiek nie musi być pijany ani głupi.

PS. „Detektyw” to moje ulubione polskie czasopismo, które ma bardzo dobry poziom literacki i graficzny. I syn go polubił, i to nie tylko z powodu tej żarówki poszerzającej uśmiech!    

Życzę sukcesów w pracy i dużo dobrych pomysłów Wasza wierna czytelniczka 

Medea z Opawy


Pragnę nawiązać do problemów poruszonych w Wydaniu Specjalnym „Detektywa” (3/2006) dotyczących różnych form agresji wśród małoletnich obywateli naszego państwa. Pragnę i ja wtrącić swoje trzy grosze.

Pan Krzysztof Kilijanek w tekście od redakcji stawia pytanie o przyczynę negatywnych zachowań ludzi młodych. Ja również jestem w tej grupie osób zastanawiających się nad tym, co się właściwie stało? Gdzie, kto i kiedy popełnił błąd? Choć ostatnie wydarzenia, o których usłyszałam, przeczytałam lub uczestniczyłam spowodowały, że chyba na dziś dzień mogę wskazać sprawcę.
 
Otóż winni są dorośli, a przede wszystkim ci dorośli, którzy są rodzicami.
Przykłady winy dorosłych można znaleźć w artykułach „Detektywa”.
 
Przykład 1
Nr 7 „Detektywa”, str. 32 - rubryka stała: Rozrywka z Temidą. Pisaliście, że młodzież pobiła dorosłych, którzy zwrócili uwagę, że jest już noc, a oni się głośno zachowują. Wniosek: w nocy gówniarze powinni spać, zwłaszcza niepełnoletni. Gdzie są zatem rodzice?!
 
Przykład 2
W numerze 7 „Detektywa” opowiadanie „Córeczka”. Córeczka obmyśliła plan pozbycia się (uśmiercenia) rodziców, a Ci jej wspaniałomyślnie wybaczyli. Brak mi słów. Czy to jest rzeczywiście mądra i rozumna miłość?
 
Przykład 3
To dostarczanie przez rodziców swoim dzieciom argumentów-wykrętów, a nawet kłamstw. Choćby prozaiczna i banalna sytuacja w markecie. Dziecko wysypało kredki z pudełka. Mówię grzecznie: weź to sprzątnij. Wtedy do akcji wkracza tatuś z wypowiedzią: zostaw te kredki, one się same wysypały.
 
Przykład 4
Relacja mojej koleżanki-nauczycielki. Rodzice podważają "autorytet" nauczyciela w takich sprawach jak dyscyplina. Rodzice usprawiedliwiają swoje dzieci w takich sprawach jak gadulstwo, zajmowanie się podczas zajęć spawami niezwiązanymi z lekcją (np. przeglądanie gazet, zdjęć, pisanie sms-ów). Ta sama koleżanka opowiedziała mi o wycieczce, w której wziął udział jeden z rodziców. Pociecha tegoż rodzica narozrabiała. Nauczyciel to zauważył i woła dziecko, aby wyjaśniło sytuację. Wtrąca się rodzic: „nie przychodź, ty jesteś niewinny!”.
 
Przykłady można mnożyć.
Niewykluczone, że wkrótce wydarzy się coś, co spowoduje, że zmienię zdanie i przestanę obwiniać rodziców.
 
Pozdrawiam, 
Joanna Ciecierska
 

 
Jestem czytelnikiem Waszego pisma od kilku ładnych miesięcy i - przyznam - jesteście rewelacyjni! Ciekawi mnie, czy te wszystkie opisywane historie wydarzyły się naprawdę, czy to tylko bujna wyobraźnia autorów?
Szkoda, że jesteście tylko miesięcznikiem, bo taką gazetę chętnie kupowałbym nawet co tydzień.
 
Pozdrawiam
Krystian z Nakła
 

 
Dzień dobry! Bardzo lubię Wasz miesięcznik, czytam go zawsze całego, a potem przekazuję dalej. Bardzo serdecznie Was pozdrawiam
 
Daria
 

 
Od wielu lat kupuję „Detektywa” i za każdym razem dziwie się, skąd bierzecie te wszystkie historie. I dziwie się też, że takie rzeczy dzieją się naprawdę. To dobrze, że opisujecie największe zbrodnie i najgorsze przestępstwa w sposób w miarę delikatny, eleganckim językiem, bo dosyć mamy brutalności w naszym życiu.
Pozdrawiam całą redakcję, a szczególnie wspaniałych rysowników (pana Jacka Rupińskiego pamiętam jeszcze jako znakomitego ilustratora książek).
 
Katarzyna W. z Radomia
 

 
Bardzo dobre czasopismo. Tak trzymać!
 
Wiku
 

Cieszę się ogromnie, że z pomocą mojego syna dane mi będzie, po  kilkunastoletniej lekturze Detektywa, móc napisać co sądzę o tym czasopiśmie. To fantastyczne, że istniejecie już tak długo na polskim rynku wydawniczym. Co miesiąc mam wielką przyjemność przez jeden lub dwa dni czytać „Detektywa” od deski do deski [prawie]. Żal tylko czasami, że nie jesteście tygodnikiem. Czas przy lekturze płynie przyjemnie i szybko [mimo tragicznej tematyki , jaką się zajmujecie].
Gdyby dane mi było mieć wpływ na tematykę i częstotliwość wydawania Waszego miesięcznika to proszę:
- bądźcie 2-tygodnikiem
- drukujcie więcej artykułów o tematyce obyczajowej
- trzymajcie formę
Pozdrawiam,
 
Małgosia B. ze Skierniewic
 

 
Czytam Was „od zawsze” i zawsze prawie w całości, od przysłowiowej deski do deski, a dopiero później oddaję go mojej dziewczynie. Zawsze żałuję, że tak szybko się kończy.
Niedługo kończę studia i być może – pewnie nieco pod Waszym wpływem – będę się starał o pracę w policji. Dlatego mam prośbę, żebyście pisali więcej o życiu zwykłych policjantów, nie tylko tych prowadzących śledztwa.
Pozdrawiam
 
Jakub D. z Warszawy

 Witam serdecznie!

Niezmiernie się cieszę, że wreszcie istnieje możliwość tak szybkiego skontaktowania się z redakcją mojego ulubionego miesięcznika!

"Detektywa" czytam już od... 11 lub 13 lat, dokładnie nie pamiętam. Ale wiem, że zaczynałam od podkradania tego czasopisma mamie, która też jest Waszą wierną czytelniczką i to już chyba od początku jego istnienia. Gdy tak podkradałam "Detektywa” mamie, nie miałam jeszcze 18 lat, by zupełnie legalnie móc czytać pismo "tylko dla dorosłych", ale wiadomo - zakazany owoc kusił... I tak czytam Was do teraz, tyle że już nie muszę się ukrywać przed rodzicielką.;-)

W mojej szafie piętrzy się pokaźny stos numerów "Detektywa", które zbieram już od dawna i często wracam do artykułów tam zamieszczonych. Niektóre reportaże, artykuły pomagają mi w moich studiach, dostarczając ciekawych informacji. A studiuję kierunek, którego wybór wzbudziło właśnie Wasze pismo - resocjalizację, a konkretniej pracę socjalną z resocjalizacją. Zresztą od "Detektywa" zaczęły się moje marzenia w związku z wstąpieniem do policji - niestety, ze względu na niski wzrost mogę o tym zapomnieć. Potem były marzenia o zostaniu psychologiem policyjnym, detektywem... Wasze pismo sprawiło, że nie tylko wyrobiłam sobie pewne zasady, pewne spojrzenie na otaczającą rzeczywistość, ale także zaczęłam się zastanawiać, dlaczego niektórzy ludzie czynią zło, to mniejsze i większe, dlaczego potrafią być czasem tak okrutni, dwulicowi - i to właśnie pokierowało moim wyborem studiów.

Co mogę więcej powiedzieć - jesteście wyjątkowi i niepowtarzalni i mam nadzieję, że do późnej starości będę mogła odczuwać tę radość i przyjemny dreszczyk niecierpliwości, który odczuwam za każdym razem, trzymając świeżutki numer "Detektywa" w ręku.
Nie zmieniajcie się, chociaż.... oj przydałoby się więcej stron, żeby można było tę przyjemność czytania rozłożyć na dłużej..


Pozdrawiam serdecznie!!
Joanna z Wielkopolski