Chicago nie bez powodu nazywane jest „wietrznym miastem”. Dość często występujące tu silne wiatry z pewnością nie umilają życia mieszkańcom. Tego listopadowego wieczora szczególnie silne podmuchy od strony jeziora spowodowały, że tłumne i gwarne zazwyczaj ulice centrum miasta opustoszały. Tym bardziej, że od kilku godzin wraz z wiatrem zacinał uporczywy deszcz. Policjanci pełniący służbę w komisariacie na Lake Shore Drive z niechęcią myśleli o kolejnym wezwaniu, które zmusi ich do wyjścia na zewnątrz. I właśnie wtedy odezwał się natarczywy dzwonek telefonu. Oficer dyżurny podniósł słuchawkę. Dzwoniła Linda Harper, młoda i piękna a zarazem trzecia już z kolei żona bardzo bogatego przemysłowca Stanleya Harpera.
– Panie oficerze, nieszczęście! Mój mąż został zamordowany! Boję się, że i mnie zastrzelą… Przyjeżdżajcie natychmiast!
– Zaraz tam będziemy – policjant próbował uspokoić przerażoną kobietę. Zapisując szybko adres rzucił jeszcze do słuchawki: – Proszę spokojnie czekać na nasz przyjazd i niczego nie dotykać! Kilkanaście minut później na podjeździe przed drzwiami okazałej rezydencji Harperów zatrzymały się dwa samochody policyjne. Na ekipę funkcjonariuszy pod wodzą komisarza Hamiltona oczekiwała zapłakana żona ofiary. Otwierając drzwi policjantom, pani Harper z ulgą powiedziała: – Dobrze, że już jesteście. Boję się…
Po wejściu funkcjonariuszy do środka, kobieta zaprowadziła ich pod jedne z kilku drzwi znajdujących się w obszernym holu. – Gabinet męża jest tu, na parterze, za tymi drzwiami – powiedziała kobieta zwracając się do Hamiltona. I dodała: – Stanley zazwyczaj wieczorami przeglądał jakieś papiery w swoim gabinecie. Tak było i dzisiaj, kiedy nagle usłyszałam huk wystrzału. Pobiegłam do męża, ale na ratunek było już za późno. Wtedy zadzwoniłam na policję…

Komisarz bez słowa otworzył drzwi i w tym momencie silny przeciąg spowodowany porywistym wiatrem i otwartym szeroko oknem, poderwał z biurka wszystkie papiery, które zaczęły fruwać po całym pokoju. Widząc co się dzieje, Hamilton doskoczył do okna i szybko je zamkną.

Dopiero wtedy mógł się przyjrzeć zabitemu. Ciało Stanleya Harpera spoczywało w fotelu za biurkiem, tyłem do okna. Głowa ofiary opierała się twarzą o blat biurka, zaś strużka krwi wypływająca z rany postrzałowej potylicy wskazywała na przyczynę zgonu. Jeden z policjantów zwrócił uwagę komisarza na zamaskowany obrazem sejf w ścianie, który teraz był otwarty i pusty. – Ten bandzior zastrzelił go przez otwarte okno a potem obrabował – z pewnością siebie stwierdził młody policjant, chcący zapewne wykazać się przed zwierzchnikiem. – To się jeszcze okaże – mruknął w odpowiedzi Hamilton.

Chwilę później komisarz wziął na bok sierżanta Logana i szepnął mu na ucho: – Wydaje mi się, że zabójca jednak nie strzelał przez otwarte okno. On musiał wejść do gabinetu po prostu przez drzwi, zaszedł ofiarę od tyłu, strzelił i uciekł z tego pomieszczenia przez to okno. Ponieważ nikogo innego nie było w domu, podejrzewam, że morderczynią jest… pani Harper!
Dlaczego?
(rozwiązanie w numerze)
(rozwiązanie w numerze)


