
Podkomisarz Zadora wraz ze starszym aspirantem Sikorą wracali nieoznakowanym radiowozem do Warszawy z podróży służbowej do Katowic. Po drodze zatrzymali się na parkingu przydrożnego motelu. Wysiadając z samochodu, usłyszeli huk broni palnej.

W chwilę później podkomisarz rozmawia z roztrzęsionym właścicielem przydrożnego zajazdu, który twierdzi, że ktoś próbował go zastrzelić. – Właśnie stałem na parkingu przed restauracją i pomagałem kierowcy tego TIR-a zaparkować jego wielki wóz w ten sposób, aby nie blokował dojazdu innym – mówi. – Poza mną i kierowcą, nikogo na parkingu nie było. Kiedy on wysiadł z szoferki, padł strzał...

Właściciel zajazdu, Malicki, podejrzewa o próbę zabójstwa zatrudnionych w jego motelu dwóch pracujących na czarno przybyszów zza wschodniej granicy: Aloszę i Wiktora. – Godzinę temu wyrzuciłem obydwu z pracy za kradzież. Kazałem im zaraz się spakować i natychmiast stąd wynosić. Odgrażali się, że jeszcze pożałuję…

Podkomisarz Zadora powąchał wylot lufy pistoletu, znalezionego na ziemi przez starszego aspiranta i stwierdził, że przed chwilą z niego strzelano. Natychmiast postanowił przesłuchać pierwszego z podejrzanych – Wiktora.

Za moment starszy aspirant przyprowadził przed oblicze podkomisarza drugiego podejrzanego –Aloszę. Policjant również jego pyta, gdzie był w chwili, gdy padł strzał?

Po obejrzeniu kabiny ciężarówki oraz otaczających parking zabudowań, podkomisarz Zadora poleca swemu podkomendnemu: – Załóżcie mu kajdanki, Sikora! Oskarżam go o próbę zabójstwa!


