OD REDAKCJI
Uważaj przy bankomacieKrzysztof Kilijanek
Karty płatnicze na stałe zagościły w naszych portfelach. Kiedyś były synonimem prestiżu i luksusu; obecnie – zdemokratyzowały się i są dostępne praktycznie dla każdego klienta. Tylko w ub. roku banki wydały ok. 3,5 mln plastikowych prostokątów, dzięki czemu mamy ich już ponad 30 milionów. Nadal jednak karty służą przede wszystkim do wypłat pieniędzy z bankomatu: w trzecim kwartale 2008 roku wartość transakcji bezgotówkowych wyniosła ok. 22 miliardy złotych, natomiast z bankomatów wybraliśmy gotówką blisko 58 miliardów zł.
Wampir z Kowar
Leszek Malec
Sąsiedzi mówili o nim, że – pomimo przestępczego życiorysu – to miły i spokojny człowiek. Przestał pić, znalazł pracę, nie imponowały mu kontakty z miejscowym półświatkiem. Nikt nie spodziewał się, że będzie oskarżony o podwójne zabójstwo. Ten na pozór niegroźny mężczyzna wypatrywał w odludnej okolicy samotnych, bezbronnych kobiet. Potem napadał na nie, gwałcił i mordował.

Marszand z Manhattanu
Paweł Pizuński
Mówią, że przestępstwo doskonałe nie istnieje, jednak Ely Sakhai był bliski zyskania miana przestępcy doskonałego. Miał szansę, bo dopiero po dwudziestu latach bezkarnej działalności powinęła mu się noga. I pomyśleć, że zadecydował przypadek, a raczej trudny do przewidzenia ciąg zdarzeń. Nie przypadkiem przestępstwo wyszło na jaw w dobie internetu i łączności satelitarnej. Gdyby nie te dwie zdobycze techniki, Ely Sakhai miałby wszelkie dane ku temu, by działać nadal.

Zabójczy tercet
Katarzyna Strzelecka
Mieszkająca samotnie w niedużym domu na peryferiach S. 84-letnia Wanda C. była ostrożna. Nie wpuszczała do domu nieznajomych. Po zmroku zamykała drzwi na kilka zamków oraz na metalową szynę. W feralny wieczór dała się zwieść zabójcom, którzy podali się za policjantów.czytaj więcej »

Tajemnice złodziejskiego świata cz. IV/VII
Stanisław Milewski
„Doliniarze” – jak pamiętamy z odcinka pierwszego – rozwijali swoją złodziejską działalność już w drugiej połowie XVIII wieku, kradnąc z kieszeni surdutów sakiewki z „omamem”, jak nazywali wówczas w swym slangu pieniądze. Przedtem, jako „wyreźnicy” obcinali „kosą”, czyli nożem, woreczki u pasa, w których tenże „omam” był przechowywany. Z tego wynika, że działali zawsze; jedynie – zależnie od mody – zmieniały się formy ich przestępczej działalności.

Rodzinny kołowrotek
Ewa Kozierkiewicz-Widermańska
Tak się złożyło, że Karolowi J. niemal w tym samym czasie, jedno po drugim, pomarli rodzice. A ponieważ pan Karol był jedynakiem, jemu to właśnie przypadła po nich scheda – spore gospodarstwo rolne we wsi S., koło miasta K.

Amerykańska Lady Makbet
Krzysztof Gruszyński
Kocham cię – wyszeptała śliczna siedemnastolatka, Diane, do swojego chłopaka. David, całując ją, odpowiedział tymi samymi słowami. Był środek nocy, siedzieli w samochodzie na odludziu. Przed chwilą zamordowali człowieka.

Dekada terroru
Stefan Gawlikowski
„Ho Szi Min, Ho Szi Min!” – takie skandowane okrzyki można było przed czterdziestu laty usłyszeć zarówno na ulicach Waszyngtonu jak i Paryża, czy miast niemieckich. Schyłek lat 60. ubiegłego wieku to okres największych protestów młodzieży związanych z eskalacją wojny wietnamskiej. Nic dziwnego, że młodzi manifestanci skandowali imię komunistycznego przywódcy Wietnamu Północnego, który w ich oczach uosabiał walkę z amerykańskim imperializmem. Nie zastanawiano się, że te protesty w znacznym stopniu finansował rząd ZSRR, który chciał zdestabilizować sytuację na Zachodzie.

Syn Sama cz. I/III
Tadeusz Wójciak
W zaparkowanym samochodzie przed Buickiem jakaś para robiła to samo, lecz chłopak miał podzielną uwagę. W lusterku wstecznym ujrzał wychodzącego z mroku mężczyznę, trzymającego rewolwer w wyciągniętych rękach. „Boże, to chyba Syn Sama!” – być może pomyślał chłopak, lecz już nie potrafił zapobiec tragedii. Eksplodowała tylna szyba Buicka. Stacy i Bobby zostali zamordowani na swej pierwszej, a zarazem ostatniej randce. Dziewczyna otrzymała jeden postrzał w głowę. Pocisk z rewolweru przeciął nerwy oczne jej chłopaka. Bobby już nie był w stanie zauważyć, że jego dziewczyna umiera…
Ponadto w numerze:
Ilustracje: Monika Kamińska


