Humor z Temidą    

 
 

      Bieżący numer      

 
Detektyw - okładka
 

  Wydanie Specjalne  

 
Detektyw - Wydanie Specjalne - okładka

Wstydliwy biznes

2010-06-11

Nikogo nie trzeba przekonywać, że prostytucja jest stara jak świat: istniała, istnieje i z pewnością istnieć będzie. I tak jak od wieków jest źródłem olbrzymich pieniędzy: które jedni wydają, a drudzy zyskują. Na przestrzeni ostatnich kilku dziesięcioleci seksbiznes przeobraził się z ukradkowych interesów, które zarezerwowane były przede wszystkich dla ludzi związanych z przestępczym półświatkiem w wielki, światowy biznes, który na dodatek w wielu krajach został usankcjonowany przez przepisy prawa. Mało tego: biznes oparty na pornografii odnosi dziś tak wielkie sukcesy i do tego stopnia wrósł w naszą codzienność, że zajmują się nim nawet analitycy giełdowi, zaś prostytucja w niektórych krajach jest odnotowywanym sektorem gospodarki narodowej (dla przykładu: holenderski seksbiznes, który jest w całości legalny, generuje blisko pięć procent Produktu Krajowego Brutto). W wielu krajach odbywają się branżowe imprezy handlowe, podpisuje się kontrakty, przewiduje się nadchodzące trendy…

Przed kilkoma laty wydawało się, że obroty w seksbiznesie, który spowszedniał i stracił smak zakazanego owocu, zaczynają spadać. Tymczasem nastąpił kolejny niebywały rozwój, który dla wielu specjalistów był zaskoczeniem. Wszystko za sprawą upowszechnienia internetu. To dzięki niemu pornografia w sieci zaczęła rozwijać się niemal tak szybko, jak w swoich złotych czasach, czyli na przełomie lat 70. i 80., kiedy w Stanach Zjednoczonych zalegalizowano dystrybucję filmów pornograficznych. Dziś istnieją setki tysięcy stron erotycznych, które mają mnóstwo zwolenników. Jak wynika z badania firmy Gemius, na 7,4 mln pełnoletnich polskich internautów blisko 2,5 mln zagląda na strony erotyczne, spędzając na ich przeglądaniu przeciętnie półtorej godziny w miesiącu. Tak wynikało z badań przeprowadzonych w 2005 roku. Z pewnością „zakazane” strony mają dzisiaj jeszcze więcej oglądaczy, którzy „wchodzą” na pikantne portale.

Kłopoty gospodarcze ostatnich kilkunastu miesięcy sprawiły, że w niektórych krajach pojawiła się pokusa opodatkowania najstarszego zawodu świata. Argumenty zwolenników tego kroku niezmiennie od lat są te same: gdyby prostytucja była zalegalizowana, to wiele osób handlujących ciałem by się zarejestrowało, płaciło podatki i pracowało w godziwych warunkach. Według zwolenników zalegalizowania domów publicznych pomogłoby to walczyć z handlem żywym towarem i zmuszaniem do prostytucji. Kobiety chętne do tego zawodu miałyby ubezpieczenie, emeryturę i prawo do złożenia pozwu w sądzie w przypadku niewypłacenia pensji lub niezapłacenia przez klienta…

Nie podejmujemy się oceniania słuszności tych argumentów… Pozostaje jednak problem moralny… czy państwo może czerpać zyski z nierządu. Póki co, nic nie wskazuje na to, aby w Polsce kobiety lekkich obyczajów miały płacić podatki z tytułu świadczonych usług, nie przewiduje się również żadnych zmian w prawie sankcjonujących tę profesję. Zresztą: jak bardzo trzeba być naiwnym, by wyobrazić sobie sutenerów, którzy w swoich samochodach zainstalują kasy fiskalne i jak na uczciwych pracodawców przystało, będą płacił za pracownice (pracowników) składki do ZUS-u. Wiele rzeczy potrafię sobie wyobrazić, ale tego akurat nie!

* * *

Można odnieść wrażenie, że seksbiznes – pomimo kryzysu – ma się dobrze. Z reportaży prasowych wynika, że ceny usług w branży erotycznej rosną. Podobno jest coraz więcej chętnych do korzystania z usług tzw. panienek. Paradoksalnie przyczynia się do tego właśnie kryzys: z powodów ekonomicznych rozpadają się związki, ludzie potrzebują odreagowania problemów dnia codziennego, wreszcie niektórzy, póki mają trochę „zaskórniaków” w kieszeni, chcą zaznać od życia trochę przyjemności.

Kim są bywalcy agencji towarzyskich? Bardzo trudno odpowiedzieć na to pytanie. Z badań przeprowadzonych przed trzema laty we Francji wynika, że statystyczny bywalec domu uciech ma 30 – 50 lat, zajmuje stanowisko kierownicze lub jest właścicielem sklepu bądź przedsiębiorstwa. Z usług prostytutek korzystało 12,5 procent ankietowanych mężczyzn, ale kolejne 15,2 procent nie wykluczyło, że kiedyś to zrobi. W Polsce nikt nie pokusił się o podobne analizy i raczej szybko się nie doczekamy.

Na ciekawe zjawisko zwracają uwagę socjolodzy. O ile trzy-cztery dekady temu prostytucją zajmowały się przede wszystkim niewykwalifikowane kobiety z biednych rodzin, które traktowały to zajęcie jako naturalny sposób zarabiania pieniędzy o tyle dzisiaj uprawianie tej profesji, nie wynika tylko z potrzeby zaspokojenia podstawowych potrzeb (jedzenie, mieszkanie, utrzymanie dzieci), lecz jest sposobem na zaspokojenie marzeń o luksusowym życiu, a nawet… przeżycia ekscytującej przygody. Zupełnie nowym problemem jest prostytucja nieletnich. Nastolatki oddają swoje ciało w zamian za nowe ubranie, odtwarzacz mp3 czy telefon komórkowy. Nikt nie nazywa tego prostytucją, mówi się raczej o sponsoringu lub „posiadaniu wujka”… choć obie strony tego układu wiedzą, o co chodzi.

* * *

Ponieważ cały polski seksbiznes ma smak zakazanego owocu, nie ma miarodajnych danych co do wielkości obrotów w branży, ilości zatrudnionych tam ludzi, wreszcie – osiąganych zyskach. Wszystko to jest tematem tabu, którym nikt nie chce się w naszym kraju zająć. Pozostają jedynie szacunki, z których wynika, że obroty to co najmniej kilkanaście milionów złotych rocznie, zaś pracuje w tym biznesie kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Tych liczb nie są w stanie zweryfikować urzędy skarbowe, organy ścigania mają wiedzę jedynie o popełnianych przestępstwach.

Niewiele miejsca tej problematyce poświęca również kodeks karny, w którym znajdują się jedynie zapisy odnoszące się do sutenerstwa i zmuszania do nierządu. Niektórzy twierdzą, że to trochę martwe przepisy biorąc pod uwagę, że nad Wisłą funkcjonuje mnóstwo domów publicznych, ukrytych pod szyldem agencji towarzyskich, salonów masażu czy klubów nocnych. W wielu przypadkach ich właściciele czerpią korzyści majątkowe z pracy swoich dziewczyn i nikt ich za to nie skazuje. Podobnie jest z bezkarnymi sutenerami prostytutek pracujących na ulicy.

To niejedyne przypadki kiedy seks i biznes spotykają się na płaszczyźnie przepisów prawa. Codzienność pisze różne scenariusze w tym obszarze życia. Namiętne uczucia bywają wykorzystywane do szantażowania i oszukiwania, potajemne romanse mogą mieć całkiem nieoczekiwane zakończenie, a w walce o piękne kobiety mężczyźni sięgają niekiedy po broń. Kroniki policyjne odnotowują wiele ciekawych spraw, a niektóre z nich opisaliśmy na łamach niniejszego Wydania Specjalnego „Detektywa”.

Życzymy przyjemnej lektury.

 

 

Krzysztof Kilijanek