Anonimowy rozmówca poinformował przez telefon dyrekcję portu lotniczego im. JFK w Nowym Jorku, że dwóch terrorystów planuje uprowadzenie samolotu British Airways, rejs nr 2088, mającego za godzinę wystartować do Londynu. Wiadomość sprawiła, że cała służba lotniskowa i brygada antyterrorystyczna została postawiona w stan alarmu.

Major Jones, szef lotniskowych antyterrorystów, poleca przeprowadzenie drobiazgowej kontroli samolotu. Mimo szczegółowych poszukiwań z użyciem aparatury i specjalnie wyszkolonych psów, na pokładzie maszyny niczego podejrzanego nie znaleziono. Jednocześnie inni funkcjonariusze ponownie prześwietlają jadące na tamociągu wszystkie torby i walizki, które pasażerowie przekazali do odprawy bagażowej.

Funkcjonariusze ochrony lotniska proszą wszystkich pasażerów rejsu nr 2088 o ponowne przejście przez bramkę prześwietlającą każdego „do nagości”. Inni bacznie zwracają uwagę na wyniki prześwietlenia bagażu podręcznego i kontroli osobistej. Specjalni agenci w cywilu uważnie przypatrują się podróżnym, usiłując wyłowić z tłumu pasażerów ewentualnych podejrzanych. Jednak drobiazgowa kontrola obejmująca również załogę, nie wykazała niczego podejrzanego.

Z dwugodzinnym opóźnieniem, pasażerom zezwolono na zajęcie miejsc w samolocie. Na wszelki wypadek, w tajemnicy przed podróżnymi, na pokład weszło również sześciu funkcjonariuszy w cywilu z oddziału antyterrorystycznego. Dwaj z nich zajęli miejsca w tylnej części kadłuba, dwaj w środku, zaś pozostali usiedli tuż przy wejściu do kabiny pilotów.

Po trzech godzinach spokojnego lotu, kiedy odrzutowiec znajdował się ciągle nad Atlantykiem, nagle ze swych miejsc zerwali się dwaj śniadolicy osobnicy i wymachując pistoletami sterroryzowali pasażerów i szefową stewardes, żądając otwarcia drzwi do kabiny pilotów.

Chwilę później, czterej tajni agenci, również z bronią w ręku, otoczyli z dwóch stron terrorystów. Mimo desperacji porywaczy, widocznej w ich zachowaniu, nie padł ani jeden strzał.

Na oczach przerażonych pasażerów, agenci rozbroili zaskoczonych i zdezorientowanych terrorystów. Stało się to tak szybko, że przestępcy nawet nie próbowali się bronić. Dowódca funkcjonariuszy, major Jones, był pewny, że bandyci nie będą strzelać.
DLACZEGO?
(rozwiązanie w numerze)


