Humor z Temidą    

 
 

      Bieżący numer      

 
Detektyw - okładka
 

  Wydanie Specjalne  

 
Detektyw - Wydanie Specjalne - okładka

Złodziejska przyjemność

2007-01-23

Norweska gazeta „Aftenposten” poinformowała niedawno, że tamtejsza policja zatrzymała 56-letnią kleptomankę, która
przez co najmniej dziewięć ostatnich lat okradała sklepy odzieżowe w Oslo i okolicach. Kobietę przypadkowo przyłapano na kradzieży w sklepie, i wtedy policja weszła do jej mieszkania, gdzie w dużym pokoju znajdowała się wielka sterta ubrań. Jak się potem okazało, cała ta skradziona odzież ważyła półtorej tony. Łącznie wartość tych ubrań oszacowano na milion koron (ok. 125 tys. euro). W śledztwie kleptomanka zeznała, że nie kradła z chęci zysku, bowiem nie odsprzedała ani jednej sztuki skradzionej odzieży. Robiła to jedynie dla przyjemności, gdyż wynoszenie
ze sklepu łupów sprawiało jej fizyczną satysfakcję… Po zapoznaniu się z opinią psychiatrów, sąd w Oslo odstąpił od wymierzenia kobiecie kary więzienia, zdecydował jednak, że musi zapłacić 400 tys. koron odszkodowania (ok. 50 tys. euro).

Telefoniczna pułapka

Skrajnym brakiem wyobraźni wykazał się pewien włoski złodziej z okolic Mediolanu, który podczas napadu na kobietę w celu zrabowania jej torebki, zgubił telefon komórkowy. Zdarzenie to widział przypadkowy przechodzień, który odniósł aparat na posterunek policji. Po kilkudziesięciu minutach na „komórkę” zadzwonił złodziej, usiłując ustalić, gdzie jego zguba się aktualnie znajduje. Policjanci zastawili na niego pułapkę w pizzerii, nieopodal miejsca napadu. Gdy bandyta przyszedł na miejsce spotkania z rzekomym znalazcą, czekał na niego już „komitet powitalny” w osobach karabinierów. Zaraz też się okazało, że sprawca napadu to recydywista, który niedawno został zwolniony z więzienia i na dodatek po
odbiór telefonu przyjechał skradzionym skuterem. Teraz odpowie przed sądem za obydwa przestępstwa.

Francuska fantazja
Pewien 50-letni mieszkaniec Lyonu ukradł w miejskiej zajezdni autobus, aby szybko i wygodnie dojechać na ślub córki. Uroczystość miała się odbyć w kościele w Valence, miejscowości oddalonej od Lyonu o 127 kilometrów. Jednak zamiast do świątyni, ojciec panny młodej trafił do szpitala psychiatrycznego na obserwację. A wszystko dlatego, że niektórzy francuscy stróże prawa są kompletnie pozbawieni poczucia humoru. Uznali bowiem, że jadący nocą autobus komunikacji miejskiej, daleko poza granicami swego miasta, jest podejrzany, więc zatrzymali go do kontroli. Wyjaśnienia kierowcy, że bardzo spieszy się na ślub córki wypożyczonym tylko pojazdem, uznali za bajdurzenie „psychicznego” klienta i zawieźli go do szpitala. Teraz o poczytalności pacjenta wypowiedzą się psychiatrzy. Rozumiemy policyjną troskę o porządek, ale żeby zaraz do wariatkowa…

Efektowna demonstracja
W modnym kanadyjskim kurorcie pięć młodych kobiet roznegliżowało się w parku na znak solidarności z koleżanką, oskarżoną przed sądem o paradowanie w miejscu publicznym w stroju topless. W efekcie młode „demonstrujące” damy
również stanęły przed sądem, jednak „Wysoki Sąd” uniewinnił całą piątkę. Wyrok uniewinniający nie zdziwiłby zapewne nikogo, gdyby sędzią był mężczyzna (młode damy miały się czym pochwalić). Jednak w tym przypadku rozprawie przewodniczyła kobieta, która w sentencji wyroku uznała, że zachowanie demonstrantek nie wykroczyło poza granice tolerancji miejscowej społeczności i nie spotkało się z potępieniem mieszkańców. Wręcz przeciwnie. Na dowód tego przytoczono opinie świadków oraz przeanalizowano film wideo nakręcony (a jakże) przez policjantów podczas „demonstracji” (zdjęcia w pełnym zbliżeniu). Okazało się, że żadna z twarzy gapiów obserwujących całe zdarzenie nie wyrażała dezaprobaty na widok gołych piersi młodych dam, zaś męska część widowni patrzyła wręcz z niekłamanym zachwytem... Jednym słowem, kanadyjski sąd potwierdził starą prawdę, że dopóki piersi są młode – pokazywać można, problemy bowiem zawsze pojawiają się później. Od siebie dodajmy, że nie wiemy, jaki zapadłby wyrok, gdyby demonstrantkami były panie w wieku – powiedzmy – balzakowskim.

Pedofilski rynek
Berlińskie władze przyznały, że miasto to stało się w ostatnich latach jednym z głównych ośrodków seksualnego wykorzystywania dzieci przez pedofilów. Sprzyja temu narastające zjawisko prostytucji dziecięcej, szczególnie małolatów przyjeżdżających do Berlina na weekendy z Polski, Czech i Rumunii. Mimo obowiązującego w Niemczech prawnego zakazu posiadania filmów i wydawnictw pornograficznych z udziałem dzieci, tego rodzaju pornoprodukcje
cieszą się sporym powodzeniem wśród określonej klienteli, zaś fakt ten wykorzystują nielegalni producenci i dystrybutorzy materiałów porno. Policja berlińska wydała bezpardonową wojnę temu procederowi, konfiskując rocznie około dwóch tysięcy tego rodzaju filmów. Jednak szybkie i duże zyski z tej działalności powodują, że pojawiają się ciągle nowi producenci, którzy mogą liczyć na łatwy zbyt swych materiałów wśród sporej rzeszy niemieckich
pedofilów, których liczbę ocenia się na ok. 30 tys. osób.

Damska zemsta
W jednym z miast na południu Polski, którego nazwę przemilczamy (z uwagi na elementarną męską solidarność), 32-letni mężczyzna próbował uspokoić trzy „balangujące” w jego mieszkaniu kobiety, które tęgo popiwszy, zachowywały się głośno i nieelegancko, co jemu jako gospodarzowi lokalu miało prawo się nie podobać. Tym bardziej, że w sąsiednim pokoju spało niespełna roczne dziecko, które w każdej chwili mogło się obudzić z powodu krzyków pijanych niewiast. Tak więc, jako się rzekło, mężczyzna próbował uspokoić „balangujące dziewczyny”, a kiedy jego interwencja nie przyniosła pożądanych skutków, po prostu kazał im się wynosić z mieszkania. Tego jednak było trzem bawiącym się paniom za wiele. Nie mogły przecież pozwolić, aby jakiś marny chłopina próbował im rozkazywać... Jak Harpie rzuciły się w trójkę na facecika, powaliły go na ziemię, zaś dama reprezentujaca wagę ciężką (100 kilogramów damskich uroków), przygniotła go swym ciężarem do podłogi, zaś dwie pozostałe zaczęły mu ściągać spodnie. I stało się. Mężczyzna został ukarany w niekonwencjonalny sposób, bowiem jedna z pań dotkliwie ugryzła go w... czułe miejsce. Ugryzienia były na tyle poważne, że musiał interweniować chirurg. Pomoc lekarska mogła jednak nadejść dopiero po pewnym czasie, to znaczy dopiero wtedy, gdy trzy damy zmęczone zabawą opuściły z własnej woli mieszkanie, zaś poszkodowany bez obawy mógł wreszcie zadzwonić po pomoc.