Tego grudniowego wieczora szczególnie silne podmuchy wiatru od strony oceanu spowodowały, że tłumne i gwarne zazwyczaj ulice Dolnego Manhattanu opustoszały. Tym bardziej, że od kilku godzin wraz z wiatrem zacinał drobny ale gęsty śnieg. Policjanci pełniący służbę w komisariacie nieopodal przystani promowej na Staten Island, z niechęcią myśleli o kolejnym wezwaniu, które zmusi ich do wyjścia na zewnątrz. I właśnie wtedy odezwał się natarczywy dzwonek telefonu. Oficer dyżurny podniósł słuchawkę. Dzwoniła Norma Simpson, młoda i piękna a zarazem trzecia już z kolei żona bardzo bogatego przemysłowca Ronalda Simpsona.
– Panie oficerze, nieszczęście! Mój mąż został zamordowany! Boję się, że i mnie zastrzelą... Przyjeżdżajcie natychmiast!
– Zaraz tam będziemy – policjant próbował uspokoić przerażoną kobietę. Zapisując szybko adres rzucił jeszcze do słuchawki: – Proszę spokojnie czekać na nasz przyjazd i niczego nie dotykać!
Kilkanaście minut później na podjeździe przed drzwiami okazałej rezydencji Simpsonów zatrzymały się dwa samochody policyjne. Na ekipę funkcjonariuszy pod wodzą komisarza Hamiltona oczekiwała zapłakana żona ofiary. Otwierając drzwi policjantom, pani Simpson z ulgą powiedziała: – Dobrze, że już jesteście. Boję się… Po wejściu funkcjonariuszy do środka, kobieta zaprowadziła ich pod jedne z kilku drzwi znajdujących się w obszernym holu. – Gabinet męża jest tu, na parterze, za tymi drzwiami – powiedziała kobieta zwracając się do Hamiltona . I dodała: – Ronald zazwyczaj wieczorami przeglądał jakieś papiery w swoim gabinecie. Tak było i dzisiaj, kiedy nagle usłyszałam huk wystrzału. Pobiegłam do męża, ale na ratunek było już za późno. Wtedy zadzwoniłam na policję…

Komisarz bez słowa otworzył drzwi do gabinetu Simpsona i w tym momencie silny przeciąg, spowodowany porywistym wiatrem i otwartym szeroko oknem, poderwał z biurka wszystkie papiery, które zaczęły fruwać po całym pokoju. Widząc co się dzieje, Hamilton doskoczył do okna i szybko je zamknął.
Dopiero wtedy mógł się przyjrzeć zabitemu. Ciało Ronalda Simpsona spoczywało w fotelu za biurkiem, tyłem do okna. Głowa ofiary opierała się twarzą o blat biurka, zaś strużka krwi wypływająca z rany postrzałowej potylicy wskazywała ma przyczynę zgonu. Jeden z policjantów zwrócił uwagę komisarza na zamaskowany obrazem sejf w ścianie, który teraz był otwarty i pusty. – Ten bandzior zastrzelił go przez otwarte okno a potem obrabował – z wielką pewnością siebie stwierdził młody policjant. – To się jeszcze okaże – mruknął w odpowiedzi Hamilton.

Chwilę później komisarz wziął na bok sierżanta Logana i szepnął mu na ucho: – „Wydaje mi się, że zabójca jednak nie strzelał z zewnątrz przez otwarte okno. On musiał wejść do gabinetu po prostu przez drzwi, zaszedł ofiarę od tyłu, strzelił i uciekł z tego pomieszczenia przez to okno. Ponieważ nikogo innego nie było w domu, podejrzewam, że morderczynią jest… pani Norma Simpson!
DLACZEGO?
(rozwiązanie w numerze)


