OD REDAKCJI
TYLKO JEDEN SMS
Już nie tylko reklamy telewizyjne, ale również telefoniczny spam, namawia nas do udziału w konkursach, w których możemy wygrać cenne nagrody. Luksusowe samochody lub pokaźny dochód są niemal w zasięgu ręki. Wystarczy tylko wysłać jeden darmowy SMS. To jednak dopiero początek. Z kolejnych przysyłanych wiadomości dowiadujemy się, że jesteśmy już bardzo blisko finału… musimy tylko wysłać jeszcze jednego SMS-a, tym razem za kilka złotych. Taka akcja nigdy nie kończy się na jednej wiadomości: trzeba wysłać jeszcze jedną, potem następną, kolejną itd. Kto się w porę nie opamięta może uszczuplić swój portfel o kilkadziesiąt złotych w ciągu kwadransa. czytaj więcej...>>
MINĄŁ MIESIĄC
LIPCOWA KRONIKA KRYMINALNA
OSTRÓW LUBELSKI – W idącą chodnikiem 46-letnią kobietę uderzył samochód osobowy. Potrącona upadła na ziemię, ale szybko podniosła się i zaczęła uciekać. Kierowca auta wysiadł z pojazdu i zaczął gonić czterdziestosześciolatkę. Dobiegłszy do niej, przewrócił ją na ziemię i zadał kilka ciosów ostrym narzędziem. Następnie wrócił do samochodu i odjechał. Zaatakowana kobieta zmarła na miejscu. Policja słusznie podejrzewała, że za wszystkim może stać mąż ofiary. 44-letni mężczyzna ukrywał się na terenie kompleksu leśnego miedzy Kazanowem a Ostrowem Lubelskim. Na widok funkcjonariuszy Jan Ch. Zaczął uciekać, nie reagując nawet na strzały ostrzegawcze. Po kilkunastu metrach policjantom udało się go obezwładnić. W pobliżu miejsca zatrzymania mężczyzny funkcjonariusze odnaleźli także syna zatrzymanego. Nieletni chłopak był wystraszony. O dalszym losie mordercy zadecyduje sąd.
WYJĄTKOWY DRAŃ
PRZESTĘPCA NIEMAL DOSKONAŁY
Krakowscy policjanci, prowadzący śledztwo w sprawie Kamila Rapalskiego, nie mieli wątpliwości, że rzadko spotyka się takiego drania: - Różnych bandytów spotykaliśmy na swojej drodze, napatrzyliśmy się na różne ludzkie draństwa, ale z takim człowiekiem spotkaliśmy się po raz pierwszy. Zimny, opanowany, zdeterminowany i bez cienia skruchy. O swojej działalności opowiadał tak, jakby relacjonował czyny, których dopuścił się zupełnie ktoś inny – mówili policjanci.
NIEPOPRAWNY RECYDYWISTA
JÓZEK-TRUCICIEL
Nigdy nie wyglądał na przestępcę. Przeciętny mężczyzna o niczym niewyróżniającej się powierzchowności, łatwo nawiązujący rozmowę i szybko wzbudzający zaufanie. Zawsze był sympatyczny i uprzejmy. Od ponad trzydziestu lat wykorzystywał dar zjednywania sobie ludzi w niecnym celu. Przypadkowo poznanym osobom podawał w różny sposób silne środki nasenne, po czym okradał swoje ofiary. Najczęściej działał w nocnych pociągach, choć nie gardził także innymi miejscami. Kolejne wyroki sądowe i pobyty w więzieniu nie wpłynęły na zmianę jego postępowania.
NAJGORSZY KRYMINAŁ
SEKRETY WARSZAWSKICH WIĘZIEŃ cz.II/III
O ile Dom Poprawy przy ul. Pokornej spełniał w pewnych okresach rolę quasi-więzienia, to już Prochownia – w czasie swej „więziennej kariery” – stała się w pełnym tego słowa znaczeniu podłym kryminałem. Rolę taką spełniała przez 66 lat, z tego połowa przypada na wiek XVIII, drugie tyle na następne stulecie. Były to czasy bardzo niespokojne, obfitujące w dramatyczne zdarzenia i gwałtowne wypadki. Dwukrotnie historia dosłownie wdzierała się do tego budynku, gdy tłum siłą rozbijał bramę i wywlekał z cel niektórych więźniów, by ich następnie powiesić na okolicznych latarniach.
OBCY WE WSI
TRZY MINUTY NIENAWIŚCI
Mając za przeciwników czterech osiłków, Marcin Łaniecki był bez szans. Wobec przewagi liczebnej napastników na nic się zdała jego znajomość wschodnich sztuk walki. Został w mgnieniu oka obezwładniony, powalony i wciągnięty w głąb lasu. Tam posypały się na Marcina kolejne ciosy i kopniaki. Bili go w głowę i brzuch, dopóki nie zabolały ich ręce i nogi, a student nie stracił przytomności. Na pewno jednak wtedy żył, gdyż oddychał, poruszał się i cicho jęczał.
UCZCIWA DZIEWCZYNA
CZARNA OWCA
Chociaż Marzena P. miała świętować swoje czterdzieste urodziny, nie był to dla niej dobry dzień. Za kilka godzin zjawić się miała cała liczna rodzina, a solenizantka od rana przetrząsała, centymetr po centymetrze, cały dom z coraz mniejszą nadzieją na odnalezienie zguby. A chodziło o zaginięcie nie jakichś świecidełek, ale bardzo cennego klejnotu, przekazywanego w rodzinie od pokoleń…
ZNIKAJĄCY AGENT
SOBOWTÓR CZY WSKRZESZONY TRUP
Ginie człowiek. W tragicznych, a zarazem bardzo tajemniczych okolicznościach. Nieznane jest miejsce jego pochówku. Rodzina go opłakuje. Mija kilka lat i nieoczekiwanie drogi zmarły pojawia się nagle wśród żywych… Po temat ten często sięgają pisarze i twórcy filmowi. Niekiedy tego rodzaju historie goszczą na łamach prasy. Powiedzieć trzeba, że nie zawsze okazują się dziennikarskimi kaczkami, wymyślonymi w celu zwiększenia poczytności gazety. Nie zawsze też udaje się rozwiązać te pasjonujące zagadki…
ZABÓJSTWO HOMOSEKSUALISTY
PODRYW NA PIKIECIE
Zadzwonił do matki z przychodni, że dostał pięć dni zwolnienia z pracy na nogę (w dzieciństwie zwolnienia z pracy na nogę (w dzieciństwie przeszedł chorobę Heinego-Medina, niedowład stopy był powodem częstych urazów) i już jedzie do mieszkania brata, gdzie rodzina czekała na niego z imieninowym toastem. Ale nie dojechał. Przez kilka godzin nie wiadomo było dlaczego – w 1987 roku nie było jeszcze telefonów komórkowych w Polsce. Tomasz Kalinowski, pracownik spółdzielni inwalidzkiej „Świt” (pracował przy taśmie z dezodorantami do ust), i o takim luksusowym wówczas urządzeniu nawet nie słyszał. czytaj więcej...>>
ROZDWOJONA OSOBOWOŚĆ
MORDERCA Z INTERNETU
Na aresztowanie Philipa Markoffa opinia publiczna zareagowała szokiem. W kraju uwikłanym w dwie wojny i zagrożonym terroryzmem nikt nie brał pod uwagę, że szokujący przykład tak strasznego spustoszenia moralności wyjdzie ze środowiska studentów medycyny renomowanego uniwersytetu. Ludzie reagowali z niedowierzaniem, gdy w telewizji i na pierwszych stronach gazet pokazano młodego, przystojnego studenta, podejrzanego o zakończone zbrodnią trzy napady z bronią w ręku.



